jeśli chodzi o mnie, to nie był mój rok.
widzisz. ja powoli znikam. bo słyszę, że mam ze sobą problem, że sam nim dla siebie jestem. smutne to, jak to co jest wokół. to ten sam buf, choć inny już. zakładam buffa, ukrywam się przed światem, pod kołdrą, słuchając dźwięków otaczających mój umysł.
dawno nie pisałem.
bo nie wiem o czym. to dla mnie niewiele znaczy. patrzę w lusterko i widzę wiele spraw. płacz spadających liści, pełnych namiętności. to proste, ale nie do końca. przechylam kieliszek wiśniówki, której nienawidzę. tak jak wielu kwestii.
rok później znów zaśpiewam rok później. czy te oczy mogą kłamać?
Bardziej over, niż game. Pora przyjąć to na klatę i powiedzieć przepraszam.
Pora odejść i nie mówić nic. Tak po prostu. Oddać honor i powiedzieć dziękuję za ten czas. Przegrałem i nie mam już nic. Nie gram. Mówię pas. Nie gram w karty, jeśli ich nie mam. Nie mam też monet, żetonów, ani nic.
Pora powiedzieć, żegnaj. Dziękuję.
Bywaj.
Cały czas się rozwijałem, miałem zdobyć Everest swoich marzeń, ale spadłem, zanim zdążyłem zajść do pierwszego schroniska. Albo nie pamiętam, byłem zbyt pijany wspomnieniami pełnymi bólu, proszków i innych środków oczyszczających moje sumienie i ego z dotychczasowych sytuacji. Fuck off – krzyczałem głośno do każdego, który chciał mi się przeciwstawić, pokazać, że nie mam racji.
Nikt nie wie, co czuje, lepiej niż ja. Ja wiem to zdecydowanie najlepiej, wiem wszystko. Dlatego żegnam się z Wami. Idę na kolejna przewózkę, gdzieś pomiędzy spierdalaj, a bądź zdrów. Ten czas mija i mi nadal bardzo przykro, coraz bardziej w sumie.
Mam pomysł na to, jak się ogarnąć? Nie mam. Kompletnie go poszukuję, koniecznie chciałbym poznać, ale on spalił się na panewce. Nie, nie, nie. Nie poddam się moim postanowieniom. Wyłączam telefon na pewne bodźce i sygnały.
Nie chcę się napić kolejki, zdobyć kolejnych doświadczeń pełnych bólu. Nie w tym życiu.
Zastanawiam się, co powinien zrobić. Nie piszę romantycznych wierszy, bo lukrowanie różem nie ma moim zdaniem najmniejszego sensu. Wolę wypić gorzką herbatę albo kawę i czuć jej wyrazisty smak.
Bisz rapuje, żebym „nie poddawał się”, pokazuje że „wszystko do nas wraca”, ale musimy pamiętać że „nie jest dobrze”.
Dojrzewam i zbieram różne zewnętrze bodźce, które w starciu z wewnętrznymi przemyśleniami są mieszane i z tego powstaje zbiór nieprzeciętnych, ale bardzo zawiłych przemyśleń, których wniosków nie chcę akceptować.
Jestem przewrażliwiony, albo w końcu obudziłem się i widzę to, co powinienem od dawna. Jestem betą w tym układzie. Muszę pamiętać, żeby zapomnieć. Poddać się po walce. Walczyć po przegranej?
Wychodzę na ring, mając w pamięci porażkę i przegrywam na starcie. Bo nie wierzę, ale czasami mam, czuję jakiś doping z zewnątrz, dajmy na to z trybun i staram się podjąć rękawicy. Zrobię jedną, dwie akcję i ponownie odchodzę w cień.
Jedni piszą, że trzeba walczyć, nie poddawać się. Ci sami mówili „you’ll never walk alone”. Kłamali, a teraz też to robią?
Chyba przegrałem nie tylko to o czym teraz marzę. Chciałbym się podnieść, pokazać, że jestem kimś lepszym, ale hmm… nie jest to łatwe. Dlatego, że wiem o tym, bo to jedyny sposób aby zaistnieć i zwrócić na siebie uwagę. Nic jednak na siłę, pod publiczkę. Whatever is nothing.
W końcu ja nie znam angielskiego, jestem niepotrzebny, przeszkadzam i powtarzam się. Oni nie kłamią, oni mówią szczerze. A ja?
Nigdzie nie jest aż tak daleko, żeby nie dało się tam dojść o własnych siłach. Czasami jednak spotykasz przeszkody, których samotnie nie pokonasz.
Wczoraj udało się zorganizować Ivana i choć jestem zadowolony z całokształtu, to zastanawiam się co można było zrobić lepiej. Mam do siebie trochę pretensji o organizację i to, jak to wyglądało przez 24 godziny przez samym spotkaniem. Stres po wiadomości, że za chwilę będzie, a lokal jest pusty był dość przytłaczający.
To jednak kolejny etap, schód czy cokolwiek innego w mojej drodze na szczyt. Chciałbym kiedyś wejść, tam gdzie kiedyś byłem. Doceniłem. Wierzyłem? Chce wierzyć nadal.
Ostatnio stres dostępny jest w moim życiu bardzo często. Tu nie chodzi o hajs, dupy i sławę. Boje się, dlatego się stresuję. Zbyt wielu rzeczy. Muszę być twardy. Muszę nauczyć się nie okazywać uczuć i nad nimi panować. Tylko nie chcę być zgorzkniały i pełen znieczulicy. To chyba mi nie grozi. Jak sądzisz?
Nie zawsze byłem w porządku, ale czy to powód, żeby suma moich przewinień przypominała o sobie właśnie teraz? Co byś zrobił gdybyś ubrał moje jeansy? Nie mogę uciekać, zdejmować tych spodni, tylko założyć i nawet jeśli jest trudno mi w tej chwili, to dźwigać ciężar.
Moje sumienie nie jest lekkie, czuję ten ciężar.
Brakuje mi.
czasami chcesz uchronić ukochaną osobę przed przykrościami jakie mogą ją spotkać. wtedy mocno ją przytulasz mówisz, że będzie dobrze, dajesz buziaka w czółko i nie pozwalasz, aby ktokolwiek sprawił tej osobie przykrość. tylko nie zdajesz sobie sprawy, że pozostają pewne miejsca, w które może trafić ból. jest on silny dla tej osoby, która musi się z nim zmagać, a także dla ciebie, bo przekonany o tym, że ją ochronisz otrzymujesz kopa w dupę. masz wtedy do siebie żal, że nie zrobiłeś tego na czym ci zależało. a tamta osoba już tobie nie zaufa, tak jak kiedyś, bo obiecałeś że nic się nie stanie, wszystko będzie dobrze.
teraz boisz się jeszcze bardziej. chcesz jeszcze bardziej pokazać, że jesteś godny zaufania. ale nie musisz otrzymać szansy i nie powinno cię dziwić, gdy tak się stanie. to boli, bo nie chciałeś źle. możesz tylko powiedzieć jedno słowo.
przepraszam?
To ona we mnie wierzyła.
Wiedziała, że to, co robimy, ma znaczenie.
Ale gdzieś po drodze przestałem słuchać.
Więc posłuchaj jej teraz?
Mówią, że nie jesteś moim szczęściem, że nie mam się łudzić na to, że nim jesteś. Ja mówię, że Ty swoje szczęście znalazłaś gdzieś indziej, niż ja. Czy to normalne? Całkiem.
Nie jestem egoistą, bo chciałbym, żeby te dwie rzeczy dało się połączyć. To nie egoizm, chyba. To pierdolona nadzieja, której powinienem się pozbyć, ale nie umiem. Nie chcę wracać, bo to złe jest – ale jakoś tak samo wraca.
Boli to, że tak naprawdę ja pokazałem ci drogę i trasę. Mówiłem i przestrzegałem, że jest zła, że zgubisz się, mówiłaś, że nie ma obaw. I co? Miałem rację, mimo tego, że jestem młodszy i mniej doświadczony.
Chwila, która miała pozostawić trwały odcisk, zostawiła go naprawdę. Kurwa! Nie byłbym sobą, gdybym taki nie był, gdyby to się tak nie potoczyło.
Bo szargają mnie emocje, z tych różnych. Raz jest tak, a za drugim razem inaczej. Pierdolę.
Próżno szukać w moim sercu czegokolwiek w tej chwili. To, co miałoby mieć jakieś znaczenie, dzisiaj nie ma. Głupi jest człowiek, który ma nadzieję, słysząc od starszych – bardziej doświadczonych – żeby odpuścić. Każdy i tak mądrzeje na finiszu. Jakie to prawdziwe. Nie mam narzekać? Będę, będę, będę.
Zabiegałem o to, żeby być kimś lepszym. Starałem się zmieniać i ewoluować, aby za jakiś czas być nim właśnie. Każdy z błędów kształtował mój charakter, niewątpliwie. Nie mam spokoju więcej, choć powinienem. Jestem wynikiem porażek i zwycięstw. Byłem i jestem typem z trudnym charakterem, nie zmieniło się wiele – w zasadzie nic. Mój charakter jest jak dłuto, ciągle ktoś na nim pracuje.
Przed chwilą ktoś poleciał ostrym narzędziem po mojej mordzie i zostawił na niej szramę. Chuj z tym, jak wygląda, ale boli od wewnątrz. Zresztą, sorry nie chce mi się więcej męczyć swojego sumienia, bo wystarczająco już wkurwia mnie ten stan.
nie jest dobrze, nie będzie dobrze.
Dawno tutaj nie pisałem, a jak wracam to znaczy, że coś się dzieje. Znów podupadłem. Przegrałem kolejny raz z samym sobą, bo czuję, że nie jest dobrze, jak u Bisza. Los nie da mi już więcej upomnień. Tutaj nie chodzi o tych, którzy są wokół mnie, ale to co jest we mnie. Nie czuję się dobrze. Fizycznie i psychicznie.
Zmieniam się cały czas, nie można temu zapobiec, bo jeśli coś się dzieje wokół mnie, to ja będę robił swoje, co oznacza rozwój w pewnym kierunku. Nie ma szans, nie wierzę, że wrócę do stanu sprzed kilku miesięcy. To nierealne, więc odpuszczam. Jedni mówią, żyj nadzieją – drudzy, to już pozamiatane. Tak właśnie wygląda mentalny regres.
Jestem pocięty emocjonalnie od tamtego czasu i nie chuja nie mogę się pozbierać. Jak kurwa?! Jeśli masz na mnie jakiś pomysł to daj go, bo jedyne czego chce to spierdolić stąd ziom. Czaisz? Rozumiesz to? Mówisz, że piję za dużo, a ja staram się po prostu kontrolować emocje, uczucia i zachować pomiędzy moim humorem, a tym, co siedzi we mnie stan constans. To nie jest łatwe. Przegrywam z tym cały czas.
Niektórzy zwracają mi uwagę, że jest wręcz przeciwnie, pytają czemu nie piję, albo czemu unikam alkoholu.
Chciałby teraz żyć carpe diem, ale to chujowa myśl, nierealna do spełnienia mimo wszystko. Cały czas układasz swoje klocki i elementy, z których budujesz cokolwiek dla ciebie ważnego. Dychtomia mnie ogarnęła już jakiś czas temu. Chaos.
Nie rozumiem wielu spraw, masowa ekshumacja emocji. Czasami marzy mi się, żeby coś wstrząsnęło moim życiem, kompletnie je odmieniło, odmuliło. Boje się tego, ale wiem, że dzięki temu odejdę od tego stanu, w którym jestem teraz. Wiesz… zaboksowały mi się mój napęd. Choć… czy ktokolwiek to kurwa rozumie?!
Dobrze, że nie wiecie co u mnie, bo nie przejęlibyście się tym wcale.
Idzie jesień, będę mógł więcej myśleć. Siedzieć przez tę szarugę na świecie, schować do szafy sztuczny uśmiech i jasne spodnie. Tylko, co ja ze sobą wtedy zrobię?! Nie mam wypoczynku, nie mam kominka i herbaty z rumem. Nie mam.
boje się, że przegram wszystko, choć zbyt wiele już przegrałem
Odnoszę wrażenie, że nie zasłużyłem, choć nie jestem wstanie tego zrozumieć. Bo przez ostatni rok nie byłem jakoś mega obojętny na to, co dzieje się dookoła. Co prawda miałem trochę luzu na szelkach i chyba na kredyt, który teraz spłacam. Brakuje go teraz, gdy powinniśmy mieć chill, ale go brak.
Ciężko pracowałem, zrobiłem kilka rzeczy, ogarnąłem kilka spraw, podniosłem swój poziom w jakiś sposób. Teraz nie mam nic z tego. Niby poziom pozostał, ale widzę, że nie zasłużyłem na kilkanaście dni spędzonych w samotności. Dajcie mi, zabierzcie mnie ze sobą. Połóżcie w jakiejś dolinie w Tatrach i zostawcie tam. Teraz tylko myślami mogą tam być. Nie mam nic innego, nic innego nie zostało.
Nie zasłużyłem na wyjazd, byłem nie miły, chamski, bezczelny? Spuszczam na swoją hierarchię wartości ogromną bombę, która dewaluuje moje wartości. Sprawia, że nie czuję progresu, a mentalny regres. To gdzie jestem dzisiaj, nijak ma się do tego, gdzie powinienem być. Jeszcze kilka miesięcy temu uważałem, że tam jestem, a dzisiaj?
Nie ma mnie tutaj, nie ma mnie chyba dla nikogo. Powinienem zostać sam dla siebie, ze sobą i zająć się tylko tymi rzeczami. Prywatnie jestem dzisiaj nikim.
Uwielbiam pomagać i dzielić się sobą. Czuć się potrzebnym i wiedzieć, że ktoś może coś ode mnie chcieć. Gdy dzwoni, albo pisze, bo mogę coś dla niego zrobić. To mnie napędza, nakręca. Sprawia, że dzięki temu czuję, że żyję. Wtedy jestem szczęśliwy.
To fantastyczne uczucie! Daj mi go więcej, jeszcze więcej. Proszę.
Zobaczyć uśmiech drugiej osoby, bo mogę dla niej zrobić coś mniejszego, dużego. Zobaczyć świecące się oczy, gdy widzisz radość w drugiej osobie. To budujące, daje to mega wajb mi, gdy przyjdziesz i powiesz: dziękuję za pomoc.
Wiele razy zawodziłem i zawodzę nadal ludzi. Zwodzę ich, obwijam wokół palca, ale widzisz. Nie wszystkim można spełniać marzenia. Ja nie umiem tak. Szkoda, że na niektórych z tych osób mi zależy. Trudno, przykro. Co ja mam zrobić? Pewnych rzeczy juz nie cofnę.
Jeśli nie mogę dać szczęścia tylko jednej osobie w tej chwili, to będę je rozdawał małymi uczynkami wielu różnym. Choćby sprzedając uśmiech babci na ulicy. Chciałbym tak, ale jestem na zakręcie, jestem na ręcznym i boje się, że nie wyrobie. Nie zawsze mogę sprzedawać uśmiech. Przepraszam za to Ciebie, Ciebie i Ciebie. Przepraszam. Nie potrafię.
Gdy zamykam się w moich czterech ścianach, uświadamiam sobie, gdzie jestem tak naprawdę. Postawiłem dwa kroki, więcej nie mogę. Nie w tej chwili.
Napisałem właśnie bardzo ważny numer dla mnie, w którym emocje potrafię zrozumieć tylko i wyłącznie ja. Dlatego chyba tylko ja go usłyszę, bo wątpię, żeby ktoś był w stanie zrozumieć całość emocji i uczuć, które wylałem właśnie na papier.
Spojrzałem właśnie w przeszłość na sterty pozostawionych jeszcze tekstów, w których widzę siebie sprzed jakiegoś czasu. Chciałem walczyć, ale bałem się, że przegram. Teraz już wiem, że przegrałem. Trudno. Szkoda. To zbyt trudne, a przeszłość to pamiętnik.
Nie cofnę się już do chwili, gdy jeszcze mogłem.
Często rezygnuję przed ostatnim gwizdkiem. Wystarczy jedna przeszkoda na drodze, abym przestał wierzyć. Ale z drugiej strony jeden props sprawia, że dostaje takiego „pierdolca”, który pozwala mi pociągnąć jakiś temat przez długi czas z powodzeniem.
Boję się, że było za późno na to, aby uwikłanie w tę patologię dało się wyciągnąć na prostą. Bo znów wchodzę w kolejny zakręt na jebanym ręcznym. Co z tego, że to efektowne, jak niezwykle trudne do opanowania?
Czekamy znów. Oczekujemy emocji. Kochamy uczucia. Szukamy ich bez powodzenia. Lubię mieć blisko ludzi, ale co z tego, gdy ich nie ma w sumie. Pozostają mi tylko chryzantemy smutku.
Chcieliśmy być ludźmi z marzeniami, pełnymi werwy, wajbu. Teraz już wiem, że nie da się, że to wszystko nie jest takie proste. Truje się znów emocjami, a szczęście chciałbym mieć na wyłączność. Znasz to?
Jestem jak Luther, mam swoje misje, pasje, ale na chuj one, gdy mam taki peryskop prywaty, który zafundował mi los, że nie mogę się skupić na tych rzeczach. Gonią mnie terminy, ale co z tego, gdy tak często przestaje czuć tę zajawkę.
Będziemy kończyć powoli pewien etap, który przez dłuższy czas wlecze się za mną i nie chce puścić. Pewnie nie będzie chciał jeszcze przez dłuższy czas, ale na to nic nie poradzę. Źle mi z tym, tą świadomością. Szkoda, żal, trudno? W pewnych sytuacjach bierze mnie kurwica straszna, taka obojętność, albo bezradność, bezsilność. Trudno to skategoryzować i wrzucić do jednej szufladki. Wiesz, to jest tak, że pełno emocji, skrajnych jak mój charakter w sumie, działa naprzemienne.
Wiem, jaki efekt miały pewne wydarzenia, ale nie mam pojęcia, jaki będzie efekt, efektu. W sumie mam jeszcze trochę czasu na jego obserwację. Zbudowałem dwa z sześciu schodów, trzeci jest w trakcie. Jeszcze zostały dwa i pół – plus ten najważniejszy ostatni. Mam już chyba pomysł, jak będzie wyglądał, ale nie wiem, czy jestem w stanie go w tej chwili wykreować.
Jak się czujesz, gdy trafiasz do próżni, w której jedyne, co znasz to pogoda za oknem? Jak bardzo boli Cię kolejna… (stop, stop. źle. tak nie może być. od początku).
Jestem słabym człowiekiem, który pogubił się strasznie. Nie wie, czego oczekuje, a sytuacja, w której się znalazł to jakaś pieprzona ironia uczuć. Filantropia emocji, bez kitu. Każdy w tych słowa widzi, co innego. Tylko ja bym chciał wiedzieć, co to naprawdę jest.
Jutro idę na chillout. Podobny uskuteczniam ostatnio często. Czuje Kalifornię w środku, choć na dworze dzisiaj pogoda nie rozpieszcza. Wiesz, widzisz to. Czekasz na te dwie godziny przez pozostałe dwadzieścia kilka. Ktoś okazał się lepszy, a niby bał się mnie. Jak widać niepotrzebnie. Ja gdzieś wyciszyłem się z tym wszystkim.
Postanowiłem zrezygnować z tego, co uciekło. Ja uciekłem, bo chciałem powstać na nowo. Tylko tyle chciałem. Być lepszym? Być sobą, bardziej sobą, niż być. A gdzie ja w tym wszystkim?
Znalazłem swój bit, którego nie umiem uskutecznić. Cholernie mi się podoba, ale jest trudny. Piszę tekst, ale wiem, że go nie nawinę, bo się tego za bardzo boję. Dlatego wychodzę ze studia z zamiarem uskutecznienia chwilowego urlopu z bitami. Choć nic nigdy nie wiadomo.
Wszystko mu ucieka przez palce, kurwa, o ironio. Nie wiem, o co w tym wszystkim chodzi. Idę chyba na dwór zaraz. Zmoknę nie tylko fizycznie, ale psychicznie. Bo pada od dłuższego czasu. Podobno byliśmy tam już kilka razy. Pyskaty skurwiel narodził się na nowo.
Katuje emocjami. Wkurwia. Osądza. Jest sam, a samotność nie służy. Pamiętaj o tym, gdy spotkasz mnie na ulicy. Pamiętaj, gdy zamienisz kilka wersów, gdy będziesz to czytał. Nie mam powodu, ale przyszedłem znowu.
Katować się tym syfem, który wokół mnie. Weź nie mów o tym wszystkim. Błagam tylko o to. Wyruchałem się ze wzajemnością.
Tylko o co w tym wszystkim chodzi?
Zniknąłem, znikam. Uczę się na nowo. Historia po pewnej historii.
Ta się jeszcze pisze, a w tamtej zostało już do zagrania tylko outro.
Szkoda, ale… Kurwa szkoda.
Najnowsze komentarze