Może dlatego, że oczekuję za dużo. Może dlatego, że na grę patrzę za bardzo krytycznie. Ale po pierwszych dwóch meczach nie jestem zadowolony z gry Lecha, który “na gazie” przygotowywał się do rozgrywek najpierw w Szklarskiej Porębie, a następnie w Turcji. Gra o ile w pierwszym meczu w Zabrzu była konsekwentna, o tyle już na Bułgarskiej podobać się nie mogła. I to z oczywistych względów. Gra w środku pola wołała o pomstę do nieba, zero oskrzydlania akcji, a najbardziej ofensywna formacja nie pokazała nic pozytywnego. Natomiast do obrony uwag mieć nie można. Na uwagę zasługuje jeden strzał Wilka, po którym przez moment było groźnie. Zespół wyglądał jakby w ogóle nie był przygotowany mentalnie do spotkania, jakby nie chciał wygrać. A jak wygrała gra najlepiej przekonać się patrząc na trybuny na których doping też nie powalał. Zresztą trudno się dziwić kiedy Mateja polskiej piłki wchodzi na boisko i pokazuje nam swoje możliwości, jakże cudne zresztą. I chyba nie trzeba podawać nazwiska bo wszyscy zainteresowani wiedzą o co chodzi. Ciekawie mogło być po spotkaniu kiedy grupa kibiców Lecha wraz z tymi z Zagłębia świetnie się bawiły. Najlepszym komentarzem do wydarzeń na boisku mogą być słowa prowadzącego doping Lecha: “Nie odwracać się, nadal nic się nie dzieje!”. I jeżeli chodzi o ten mecz to wszystko. Co gorsza wygrała Legia, wygrał Groclin i Wisła. Ale z taką grą możemy jedynie liczyć na zmianę trenera, która z każdym kolejnym takim meczem może być coraz bardziej prawdopodobna. Tylko momentami trybuny była bardziej kolorowe niż przez większość spotkania.



Ciekawy post, dodalem twoj blog do ulubionych, bede tu teraz wpadal czesciej, pozdrawiam
Dziękuję, i cieszą się, że się podoba :) Pozdrawiam, i zapraszam do lektury.