Archiwum dla luty, 2009

Mówiłaś..

“Mówiłaś mi, że mam się zmienić
Lecz jak to zrobić, gdy od lat sami jesteśmy w sobie uwięzieni
Komu mam wierzyć, co nazwać zaufaniem?
Czym jest honor, szacunek, duma, prawda ponad prawem?
Nasza wieża Babel, problemów Himalaje
Hipokryzja, co nam żyć bez systemu nie daje
Witaj w teatrze lalek, elita w pierwszych rzędach
Choć wiedzę to my mamy, ale w cudzych rękach”

Teraz ja pisząć mówię. Mówię, że prawdziwym wyrazem naszych uczuć i mowy jest nasze zachowanie. Słowa są tylko przekazem, ale prawdziwą wartośc odkryjemy, przedstawimy za pomocą gestów.

Pisząc..

.. o tym co nie napisane staje się swoim planem na kolejny dzień. Słyszę sampel za samplem. Jaram się. Tak. Ziomek mnie zanspirował. Odkurzyłem swój zasłużony gramofon i chcę słuchać muzyki z wosku. Ojjj taak! Jest mega dobrze. Pięknie to wygląda. Tylko muszę ogarnąć wkładkę do gramofonu. Gdzie ja coś takiego znajdę. Jest późno. Retoryka i erystyka w mojej głowie. Jest tekst. Ale.. bo ja wiem. Tajm koming tu mi. Idę. Cześć. A i na koniec. Pozdrowienia dla ziomka, yo! Pjona!

Tu sam siebie?

Śmieje się ze swojej głupoty, bo chcę czegoś jednocześnie zgadzam się na to by tego nie mieć. Kurwa! I to wclae nie jest śmieszne, tylko mnie to śmieszy. Sam się zrobiłem tak, obiwnąłem wokół swoich myśli brudnych jak pogoda za oknem. Śmieje się i będę i śmiał. Nie osiągając celu. Tak, o fak!

Bity, rymy, myśli?

Szukam zrozumienia kiedy nic się nie zmienia. Dzisiejszy dzień sponsoruje od samego rana jazz/soul. Na właściwie to było jeszcze trochę rapsów na samplach jazzowo/soulowych. A teraz trochę funkowych bitów. Bo ja lubię taką muzykę i musisz o tym wiedzieć. Lubię jazzu trochę i w ogóle dobrą muzykę lubię. Wszystko co jest fajne lubię. Nie musisz wiedzieć co jest dla mnie fajne, bo to co lubię jest fajne. Siebie chyba nie lubię. Właściwie to czasami lubię, a czasami nie.

Wczoraj pisałem. Pfu! Próbowałem pisać trochę wersów. Ni chuja. Nie da rady. Chyba potrzebuję jakiejś nowej zajawki na to. Bity może nowe by sie przydały. No nie wchodzi za nic. Kurwa no nie wchodziło. To przestałem. skończyłem na 8 wersie od końca. Od końca pierwszej szesnastki, która nie zawsze jest szesnastką.

Sypie. Wszystko się sypie z nieba. Właściwie to śnieg. A jutro na dworzu będziemy grali w futbola. Jak nie będzie lodu to będziemy. Jak nie to pech. Tydzień trzeba będzie poczekać. A w piątek będzie O.C.B., a dzień wcześniej meczu Lecha yo! A w środę Czempions Lig w tiwi. W ogóle fajnie. Tylko, że wolne się skończyło. wolne, które trudno wolnym nazwać. Ciężko było i własciwie nadal jest tyko się trochę odciąłem. Dobra idę pogierzyć, ema!

Maj top 50 i jeden.

Tak kminiąc nad najlepszymi polskimi rap wałkami zrobiłem swoją top listę. Pewnie i tak coś pominąłem bo mi w bani nie siedziało w tym momencie, ale no. To co poniżej zdecydowanie moje best of. Czytaj dalej ‘Maj top 50 i jeden.’

Bym emyc.

Junoł, det ajnoł. Łocap?

Nie pisałem już dawno nic co miałoby jakikolwiek sens. Tak więc wypadałoby cokolwiek napisać. To pisze. Jest nowy bit od Jacy. Właśnie dostałem. Ściągam. Poza tym piątek. Kolejny marny piątek. Czekam aż się zrobi ciepło to będzie lepiej się myślało i w ogóle. Tak na poważnie to nie ogarniam kilku rzeczy. W sumie to powinienem przestać się tym przejomać, ale tak jakoś mi po głowie chodzi. Bo jak to jest? Jest kumpel, który jest bo jest i jak nie ma potrzeby to już go nie ma. Tak się pojebało. Zero kontaktu. W ogóle dziwnie. Ale tak to jest. Ta przelotna znajomośc się teraz prezentuje w świetny sposób. A tak w ogóle to nie wiem. Dobra idę gierzyć, włącze sobie dziś Grand Agenta. Sprawdzę bity O.S.T.R.ego i poczekam na O.C.B. Jeszcze 7 dni.

Ogarnij swoje niepowedzenia, zrób coś. Bez zbędnego pierdolenia.

Mecz..

Jutro w końcu. Za 24 godziny i 47 minut. Mecz! Ejoł!

Sam siedzę tu.. (i jest mi źle)

.. i nic. Siedzę. Chwila spokoju. Od trzech dni w końcu chwila spokoju. Kiedy mogę usiąść i.. usiąść. Ciągle w jakimś pieprzonym biegu. Jak to zwykłem mowić – nie ogarniam. Słucham ciągle jakiegoś pieprzonego jęczenia jak to źle i jak to nie daje rady. Dobrze jak najbardziej rozumiem, ale ja? A ja to co? Nie daje rady? Wiem powinienem pomagać, ale to jest jakiś wolonatariat chyba?! Może zabrzmię trochę bezczelnie albo arogancko, ale naprawdę kuźwa nie daje rady. Fizycznie, psychicznie… humorystycznie. Jak zwał tak zwał. Nie mam swojej enklawy, azyl. Wszystko jest tak daleko, że nawet tego nie widzę. Wszystko lepsze tylko nie to! Ale zgoda. Trzeba pomagać, własnie! Trzeba.. i robię to od trzech dni. Wiecznie gonię, ścigam robię to co mogę, a jedyną chwilą spokoju był kurs Miłostowo-Górczyn na odreagowanie tramwajem numer 8. Pierdolone 35 minut kiedy to ja oglądałem ludzi ganiających. Wtedy siedziałem. Tylko tak się wysiliłem, aż do tego stopnia. I to wszystko. Wysiadłem wracając jednocześnie to pierdolonej rzeczywistości, ktora w tym momencie tak cholernie mnie wkurwia!  Taaa… co ja mam robić kiedy tak mam robienia dosyć. Położę się wstać i znów to samo. Muszę uciec od tego, bo jeszcze trochę i pozostanie wspomnienie po mnie. Zresztą już teraz jestem tykającą bombą, która tylko czeka na rozpoczęcie odliczania, a to w każdej chwili może nastąpić. Nie żartuję. Jest źle, ciężko, nie ogarniam, ale kurwa co tam. Muszę przetrwać. Jak na jakiejś pierdolonej wyspie. Właśnie tak się czuj. Jedyny kontakt ze światem to telefon i internet. Ale co to za kontakt? Żadnego dotyku, słowa wypowiedzianego twarz w twarz… Nic! dobra kończę, bo nawet to mnie wkurwia. Cześć!

No to teraz “Wołanie o pomoc”.

Promujemy track na bicie mojego zioma Jacy. Na wokalu Bobson, od którego krotka notka:

“Czasem jest tak, że nie dostrzegamy tego co dzieje się wokół, a problemy siedzące w drugim człowieku są nam obojętne…
To, że istnieją ludzie jak ja, którym zależy na uczuciach, troszczą się o duszę własną i duszę innych, czy to jest złe?…
Czy sprawia to, że jesteśmy gorsi? lepsi?

Oceńcie sami!
Link:
http://www.speedyshare.com/734536960.html

Pozdrawiam.
Bobson.”

Bez kija nie podchodź.

7 tracków. Właściwie pomijając Intro, Outro to 5. Płytę w dużej mierze wyprodukował Cok. Tylko jeden utwór pojechany został na bicie Kazzama (“Kilka chwil”), a Cok na nim pokazał się na featuringu. Płyta bardzo ciekawa właśnie ze strony producenckiej. Świetnie pocięty i zaaranżowane sample naprawdę godne uwagi. Dobre, tłuste bass, świetne hi-haty i stopy. Tak idealnie dopracowane. Świetna robota Cok’a. Do tego ciekawie wykreowane wersy przez Kija dały mocny efekt. Płytkę katowałem na sluchawkach już dawno, ale wartość produkcji ocenia się wracając do niej po pewnym okresie. I w tym przypadku wróciło mi się do niej z przyjemnością. Trochę ciekawego bragga odcinającego się od legalnego światka, trochę refleksji, a gdy dołączymy w/w bity słucha się tego mega dobrze. Szczególnie godne uwagi “Ciągle tutaj” oraz “Dla raperów”.  Tak więc polecam produkcję. Zdecydowanie. Właśnie tak! Dobra idę katować. Acha. Płyta ma wadę – jest troche krótka!

“Od 2-jki do jopka to słabi gracze, damy to raperki, ja z Cok’iem chodzę z krolem na piersi!”

okladka1

(jeżeli uda mi się skminić jak to się robi, to po kliknięciu na okładkę winno się pobierać ;p)

(tytuł powinien ulec zmianie).

Teraz zaczynam odpoczywać. Jutro w ogóle śmieszny dzień. Jak to Jaca mówi: “walentajns”. Taaa.. mega komercyjny gniot. I tyle. Sercuff dajcie więcej. Wejdźcie na nk, na wp, onety i wszystkie strony. Bo jest tak słit, że w ogóle śmiesznie. Chyba się przejdę jutro na miasto pośmiać z tych parek zmierzających do kin. Taa… raz do roku tego samego dnia w rocznicę pierwszej wizyty w kinie obchodzimy tę samą – idziemy do kina! Jakie to faajne. Jej. Też bym tak chciał, ale kurde biletu nie dostanę.  Nie ma opcji. Bilety to tylko rezerwowane pół roku wcześniej, serwery poprzepychane. Kawiarnie, restauracje i wszelkiego rozaju hotele też. Jakie to słodkie, romantyczne. Kuźde. No ja taki nie jestem. Nie potrafię chyba. Straszna ze mnie sknera bo nie kupię sercowego lizaka, miśka jakiegoś, albo kfiata. Zły facet. Okropny. Bardzo staram się zrozumieć w czym polega fenomen tego dnia? Chyba tylko w hajsie. Każde święto jest komercyjne właściwie. 1 listopada też. Bo znicze trzeba kupić, co roku nowe wzorki są. Łał. I czwartek 2sty też. Bo trzeba pączka zjeść. Świat stał się komercyjny. Właściwie to genialnie opisał to O.S.T.R. Taa.. “Ty sobie możesz”. Właśnie taaa, ale każdy może. Nikt nikomu nie broni :) Chyba zjechałem z tematu. Miałem mówić, że zaczynam odpoczywać. Aaa.. sprawdzam sobie “Audioportret”. 4 tracki wcześniej słyszałem, doliczając do tego intro,  Outro to mamy 6, a epka ma 9. Więc trzy nowe sprawdzę :) Dobra, spadam. Odechciało mi się pisać. A jeszcze potagować trzeba. Bleee. Sija!

Bo… ja…

.. oni wiedzą. Ja wiem. Zaraz się wszyscy naokoło dowiedzą. Za dużo osób wie. A miałem tylko ja. Sam dla siebie.  Nie udało sę i teraz musze pogodzić się z porażką. Nie taką jak w meczu spraignowym, ale takim ważnym o mistrzostwo. Decydującym. Takie porażki bolą bardziej niż wszystkie inne. A umiesz to ogarnąć? Obejmij ogrom tej głupoty wśród nas? Potrafisz to zrobić? To jestes mistrzem świata. Ja nie umiem, nie potrafię choć bym chciał. Boje się. Boję się tej pierdolonej porażki. Przegranej. Kolejnej? Taaaa… tjaaa.. yhm.. właśnie. Bronie się przed przypadłościami. Przed światem. Zamykając we własnym pokoju nie szukam Ciebie. Nie chce Ciebie szukać. Jestem sam w sobie dla siebie i o sobie. Boje się, ale czasami nie potrafie tego ukryć. Ten palec skierowany w moją stronę, ten wzrok i pierdolony uśmiech. Co to? Z czego się kurwa śmiejsz? Jeszcze?

Kiedyś pękne. Nie wytrzymam i zrobię coś przed czym się bronię. Bo mnie to wszystko wkurwia. Przeraża mnie człowiek. Wierzę Tobie i ufam. Tak bardzo. Pamiętaj tylko, że sam nie dam rady. Nie potrafię. Chcesz pomagać? Dziękuję Ci za to, za cierpliwość i wyrozumiałość. Za to, że mnie poznałaś i wiesz jaki jestem. Choć to takie trudne. Bo ja sam siebie nie ogarniam. Wiele rzeczy nie ogarniam. Ale Tobie pozwalam to zrobić. Pozwalam to ogarnąć, zrób to jak chcesz. Tylko się nie złość na mnie. Bo ja.. czasami sam nie wiem czego chce. Chce się przytulić i zapomnieć. Teraz, w tej chwili nie za dzień lub dwa ale now! I co? Moje pragnienie stało się nierealne, w momencie kiedy je stworzyłem. To pragnienie życia kiedy się nie żyje. To ja.. kiedy nie jestem mną.

Ty..

… jesteś moim marzeniem. Marzeniem tak bardzo nierealnym, odległym, które jest mi jednak bliskie. Cały czas o Tobie myśle.. bo mi pomagasz. Chciałbym pomagać także Tobie, ale wiem że to trudne. Często za trudno do zrealizowania i nie umiem sprostać temu wymaganiu. Chciałbym o Ciebie dbać, opiekować się i starać się być zawsze blisko Ciebie. Tak czesto zastanawiam się kim jesteś? Czy jesteś marzniem, snem czy może rzeczywistością z którą się spotykam. Także w tej chwili, pisząc te słowa. Chciałbym żeby moje uczucie nie było Tobie obojętne. Chciałbym częściej być nie z Tobą, ale dla Ciebie. Dać to czego inni nie potrafili. Inni zawodzili. I choć mi też kiedyś zdarzyło się raz zawodzić wszystkich dookoła staram się to zmienić. Pracować nad tym, aby było lepiej. Abym stał się lepszą osobą, bardziej wartościową. Żałuję, że często myślę o sobie.. dlaczego? Jestem egoistą, ponieważ… nie wiem. Nie chcę nim być. Uwierz mi jeśli jeszcze nie uwierzyłaś. Zrozum mnie jeśli jeszcze nie rozumiałaś. Poznaj jeśli często nie wiesz kim jestem. Chcę zastąpić Tobie przyjaciół, znajomych, wszystkich! Tylko to niemożliwe. Nie mogę ich zastąpić, nie będę dla Ciebie wszystkim choć często myślę, że powinienem. Ukryję Ciebie przed całym Światem i sprawię, że będziesz tylko moja i tylko moja. Jeśli mi pozwolisz. Jeśli będziesz chciała…

Powinno być inaczej..

“To ten dzień, naprzód Polsko, najwyższym celem jest mistrzostwo..”

Biorę do ręki kolejną gazetę i nie wierzę własnym oczom. Poza kilkoma nowinkami ze świata sportu, kolejnymi hitami transferowymi oraz zbiorem statystyk i wyników spotkań z poprzedniego weekendu kolejny odcinek z cyklu “PZPN znów sobą…”.

Czytaj dalej ‘Powinno być inaczej..’

Jestem..

…sobą.  Jestem często pierdolonym egostią, który zapomina o innych. Chcę to zmienić. Jestem często pesymistą. Chce inaczej. Szukając sensu, pewnych wartości gubie inne. Chcę je zachować. Chce stać się wartościowym człowiekiem. Nie na jeden lub dwa dni, ale na więcej. Na całe życie. Chce byc przyjacielem wszystkich tych, którzy są dla mnie ważni. Chcę pomóc w problemach i cieszyć się powodzeniami, tym co się udaje osiągnąć dokładnie tak jak się zaplanowało. Nie chcę być tylko dodatkiem do marnej rzeczywistości, ale stać się wartością życia. Non omnis moriar.. ale tempus fugit. Jedno jest pewne. In vino veritas. Może właśnie to mi pomaga. Chcę żeby tak było. To są moje wartości, które znam i mam tylko i wyłącznie ja. Na własność. Tam jestem sobą w pełnym tego słowa znaczeniu. Ale chciałbym poznać na nowo to uczucie, które da mi to poczucie bycia sobą również dookoła. Tam gdzie tak trudno ogarnąć wiele spraw i pogodzić się z losem. Bo to jakieś pieprzone fatum, w którym nie potrafię. Nie mogę być. Kurwa! Niech każdy zrozumie, że jestem jaki jestem i taki będę. Nie zmienię się bo ktoś tego chce. Dosyć podkładnia się. Jak coś się nie podoba, bo “sory winetu”. Dziękuję, do widzenia. Ja tak nie chcę, nie będę. Bo.. bo.. bo ja nie potrafię. Sam sobie będę literami, głoskami, a wszystkie dodatki typu wykrzykniki, cudzysłowie i znaki interpunkcyjne to ludzie, którzy są wokół nie. Szkoda, że tak często ich nie ma. Są opuszczone, zapomniane.. bo zapominam. Zapominam, że istnieją. Chcę wiedzieć, że są, zawsze i wszędzie chcę wiedzieć. Dwukropek pomoże mi wymieniać moje myśli . Dwukropek będzie moim przyjacielem. Tylko moim, prywatnym. Ktorego ukryję przed całym światem. Przez cały czas była nim muzyka. Ona jest ze mną wszędzie. Tylko ona mnie nigdy nie opuści. to wiem na pewno, bo ona nie zawodzi.. nie zawodzi tak jak ludzie.

Marzenia..

Czym są? Po co i dlaczego ktoś je stworzył? Czy to tylko zwykła wizualizacja naszych myśli? A może planowanie przyszłości? Nie wiem.. nie wiem czym są, po co są, ale mnie się podobają. Sprawiają, że można.. można pomarzyć. Pomyśleć o czymś czego nie ma, o czymś co jest dla nas z jednej strony fascynujące, a z drugiej tak bardzo niedostępne. Bo czym jest marzenie? To po prostu my. W nich ukryte są nasze pragnienia, może chęć spróbowania czegoś? A gdyby to była siła ducha, otucha.. coś mega pozytywnego co daje nam energię i wiarę w to, że kiedyś może być tylko i wyłącznie tak jak my sobie tu w bani ułożymy? To po prostu nasze pragnienia? Szkoda tylko, że ten twór w którym żyjemy jest nie tylko współrealizatorem marzeń, ale także ich złodziejem. Wszystkie wydarzenia, nie tylko te tłamszone są początkiem czegoś nowego. Z każdym dniem powstają w naszej głowie kolejne marzenia, które wypierają te stare stając się dla nas jednocześnie ważniejszymi, tymi bardziej priorytetowymi. Ale nie tylko.. to również system, w którym żyjemy, ten system który poprzez to w jaki sposób jest stworzony nie pozwala nam marzeń realizować. Dlaczego? Bo marzenia są ulotne i tak samo jak szczęście przemijają, są i zaraz ich nie ma. Marzenia to twór naszej wyobraźni. Ale czy tylko? Może to jakieś nasze prywatne pożadanie? Pożądanie czegoś czego chcemy spróbować.. żeby wiedzieć czy to na pewno to czego chcieliśmy.

Projekt bez tytułu..

Zaczynam. Właściwie to zabawę nad tą opcją rozpocząłem pod koniec zeszłego roku. Powstało do tej pory niewiele bo około 15 tesktów, ale większość z nich na pewno zostanie odrzucona. To tak dla skillsów zdecydowanie było. Wczoraj mnie naszło. Napisałem dwie sztuki. Właściwie jedna jest fest gotowa. Nie mam pojęcia jaki efekt, bo nie wbijałem. Druga? Drugą zacząłem. Gotowa jest szesnastka, ale tam będą jeszcze poprawki, muszą być. Ten tekst musi być bardziej symboliczny. Tak to widzę. Jest koncept no i kozacki podkład. Nooo jeszcze nie zrobiłem, a już się jaram. Mega! To będzie przetrack. Pewnie pod koniec prac, które przewiduje na koniec wakacji, jesień będę mógł powiedzieć więcej. Nie wiem jaki będzie motyw przewodni płyty. Chciałbym trochę choć bragga, bo byłoby monotematycznie. Goście będą, tym razem na pewno! Oj tak! Ale na pewno będzie również poważniej, bo to lubię. W końcu performatywnie ma być..  ma być dopracowanie, pod każdym szczegółem. Ostatnia EPka wypuszczana póki szybko. Chciałem się rozliczyć z tym czasem co już minął. Z jakimś etapem mojej pracy i fascynacji rapem. Teraz będzie na pewno wyższy poziom, bo i doświadczenie większe. I już bity lepsze. Choć ciągle szukam, ciągle zbieram i czekam na propozycję. Jak dobrze pójdzie to będą również takie na soulowych samplach! Ajj, jaram się ;) Tak więc.. dobra. Idę. Skleję dzisiaj jeszcze to co wbijałem i oczyszczę trochę wokal. Zobacze co z tego wyszło! Ema!

Kibice Lecha zawsze razem!

Wszyscy w ostatnim czasie jesteśmy świadkami bezpardonowych ataków niektórych mediów na nasz Klub oraz jego kibiców. Ich celem jest doprowadzenie do podziałów w naszej wielkiej rodzinie Lecha Poznań. Autorom tych zawistnych ataków najwyraźniej przeszkadza sukces osiągnięty przez nasz Klub. Przeszkadza atmosfera współpracy między różnymi środowiskami Wielkopolan, dumnymi z wielkiej tradycji Lecha Poznań. W tych trudnych chwilach, my kibice Lecha wierzymy, ze obrana przez nas droga wspierania Klubu na dobre i na złe to nasz moralny obowiązek. W tych trudnych chwilach tym bardziej chcemy trwać przy naszych przekonaniach oraz wytrwałą pracą i zaangażowaniem służyć naszym ukochanym niebiesko – białym barwom. Po poznańsku postanowiliśmy robić to, co do tej pory, a reszta niech się uczy i niech zazdrości. W Poznaniu współpraca to standard, zaufanie, to fundament, a dialog, to partnerzy. Równi sobie, zdeterminowani, szanujący siebie nawzajem. Nie wszyscy podzielają nasze poglądy, nie wszyscy są nam przychylni, ale w obronie Kolejorza wszyscy razem stać musimy murem. Dlatego wszystkich, którzy czują się emocjonalnie związani z Dumą Wielkopolski, zapraszamy do wstępowania do Stowarzyszenia Kibiców Lecha Poznań „Wiara Lecha”. Im więcej nas będzie, im donośniejszy będzie nasz głos, tym większa będzie chwała Klubu, który jest nam wszystkim najdroższy na świecie. Wierzymy, że razem będziemy niepokonani. Wierzymy, że my – wiara skupiona wokół naszego Klubu wspólnie wyjdziemy tylko mocniejsi z obecnej zawieruchy. Wierzymy, że każdy z nas ma prawo i obowiązek tworzyć wielkiego Lecha. Wierzymy, że Lech jest tam gdzie jego Wiara! Informacje o możliwości wstąpienia do Stowarzyszenia Wiara Lecha: 1. Biuro Wiary Lecha mieści się na Stadionie Lecha w niebieskim budynku przy boiskach treningowych. Trzeba dojść korytarzem do końca, ostatnie drzwi na prawo i po schodach do góry. Biuro nie jest czynne w konkretnych godzinach, bo nie zawsze możemy być na miejscu. Aczkolwiek w dni powszednie między 10:30 a 15:30 zwykle ktoś z zarządu jest na terenie stadionu. 2. Warunki rekrutacji: – ukończony 18 rok życia, – wypełnienie deklaracji członkowskiej, – dostarczenie zdjęcia legitymacyjnego (może być w formie elektronicznej), – opłacenie wpisowego w wysokości 20 złotych (jednorazowo) na koszt legitymacji (legitymacje będą wydawane sukcesywnie partiami) – opłacenie składki członkowskiej w wysokości 50 złotych z góry za rok. Składki i wpisowe wpłacać można wyłącznie na konto Stowarzyszenia. Składka w wysokości 50 złotych jest stawką promocyjną i obowiązuje przez cały 2009 rok. 3. Deklaracja dostępna na stronie www.wiaralecha.pl. Deklarację można przesłać zwykłą pocztą, zostawić w biurze WL. kawiarence i sklepie Lecha Poznań na stadionie lub sklepie Tifo przy ul. Ratajczaka 34 w Poznaniu. 4. Konto do wpłat wpisowego, składek oraz wszelkich datków na działalność statutową: ING Bank Śląski S.A. Oddział w Poznaniu, ul. Piekary 7 61-823 Poznań Numer rachunku: 16 1050 1520 1000 0022 8370 1221 Deklaracja: http://www.wiaralecha.pl/Stowarzyszenie/de…czonkowska.html Pobierz ulotkę: http://www.wiaralecha.pl/images/stories/pl…a5_Strona_1.jpg http://www.wiaralecha.pl/images/stories/pl…a5_Strona_2.jpg Dodatkowych informacji szukajcie na www.wiaralecha.pl i www.forum.wiaralecha.pl

Kibice falują, Wyborcza fałszuje

“W Polsce znać musisz prawdę tę smutną,
Jak łeb wystawisz, to ci go utną.”

Odnieść sukces w naszym kraju jest czymś w rodzaju survivalu dla największych twardzieli. Ledwie bowiem zaczniesz wyrastać ponad przeciętność, stajesz się obiektem zainteresowania wszelkiej maści “życzliwych“. Każdy z nich, życząc ci wszystkiego najlepszego, zrobi wiele by cię zniszczyć. Prześwietli twoje życie dowolnie interpretując wydarzenia i wyciągając własne, zwykle mało przychylne, wnioski. Możesz się bronić, zaprzeczać i tłumaczyć, ale z góry stoisz na straconej pozycji. Podejrzliwość to choroba dość powszechna i często ten, komu postawi się zarzut, od razu staje się winnym. Oczywiście istnieje domniemanie niewinności, ale w większości wypadków stanowi ono drugoplanową dekorację dla świętego oburzenia i potępienia. Domniemamy niewinność wówczas, gdy sprawa dotyczy nas samych, lub jest nam bliska. Innych najchętniej walimy obuchem między oczy. Gdyby oskarżeni w Polsce poddawani byli takiej karze, jaką zasądzi opinia publiczna, pełno mielibyśmy ludzi z odciętymi członkami. Pełno mielibyśmy niewinnych osadzonych, a nawet straconych. I czasem wystarczy do tego plotka, kłamstwo, sugestia.

Symbolem sukcesu w polskiej piłce klubowej stał się w ostatnim czasie Lech Poznań. Klub znakomicie zarządzany, osiągający dobre wyniki i będący ikoną całego wielkiego regionu Polski. Klub, który w najbliższych latach miał szansę na długo oczekiwane wypłynięcie na szersze, europejskie wody. Jak zwykle w takich przypadkach trafił najpierw pod lupę. Mało istotne są w tej chwili motywacje osób dzierżących lupę może są zgryźliwi z natury, może szukają szansy na zaistnienie, działają na zamówienie, albo mają poczucie misji lub woleliby by okręt flagowy nosił inną banderę. To nie ma znaczenia. Ważniejsze, że prowadzi się bezprzykładną kampanię przeciw dobremu wizerunkowi Lecha, na pierwszy ogień biorąc jego kibiców.

Gazeta Wyborcza ma stygmatę opiniotwórczej i bezkompromisowej w promowaniu własnej wizji świata. Trudno musi się pracować w takich warunkach dziennikarzowi sportowemu, do którego należy jedynie relacjonowanie wydarzeń sportowych, podczas gdy redakcyjni koledzy od polityki kształtują opinię społeczną. Ambitni fachowcy od sportu w Gazecie Wyborczej nie akceptują takiego stanu rzeczy i widzą dla siebie rolę sumienia sportowej Polski. Strofują działaczy, korygują błędy trenerów, pouczają jak postępować z kibicami, zatrudniają, zwalniają i oceniają. A przy tym śledzą i wykrywają nieprawidłowości. Chwała im za to. Pod warunkiem, że piszą prawdę i nie uprawiają propagandy rodem z dużo mniej ambitnych tabloidów.

Całą serię artykułów poświęcono ostatnio kibicom Lecha. Tym samym, których wielokrotnie chwalono za znakomity doping, świetną atmosferę i oprawy meczów. Nie urzekły one jednak dziennikarzy Gazety. Z ironią pisano o zawodach w rozkładaniu flagi, a z oburzeniem o nakazie śpiewania w sektorze przeznaczonym dla śpiewających. Składkę na oprawy meczowe potraktowano jak haracz, a z samych kibiców należących do Stowarzyszenia Wiara Lecha zrobiono kiboli przemycających narkotyki i handlujących lewymi biletami. Zarzucono, że w Poznaniu na stadionie rządzi mafia. I tym samym zamknięto usta ewentualnym obrońcom kibiców Lecha. Kto będzie chciał stawać po stronie bandziorów i narażać własną reputację? Kto chciałby dowiedzieć się, że sam jest bandziorem? Takich ludzi jest niewielu i dlatego zapewne łatwo przychodzi redaktorom działu sportowego Gazety Wyborczej rzucanie najgorszych nawet podejrzeń i oskarżeń. Nie jest istotne, że nie mają one pokrycia w rzeczywistości. Ważne, że służą rzekomo wyższemu celowi, jakim jest dobro polskiej piłki nożnej. W imię tego można swobodnie naginać fakty, przeinaczać wydarzenia, manipulować wypowiedziami, posługiwać się pomówieniami, insynuacjami i oszczerstwami. Niemoralne? A kto by się przejmował moralnością, gdy prowadzi się walkę z kibolami.

Wiadomo nie od dziś, że kibic piłkarski to samo zło. W Polsce mamy, co prawda, kategorię wspaniałych polskich kibiców, ale występują oni niemal wyłącznie w odniesieniu do meczów reprezentacji Polski, a szczególnie w innych niż piłka nożna dyscyplinach. (Abstrahuję tu od faktu, że mój znajomy dostał raz w życiu w twarz i było to na wspaniałopublicznościowej imprezie z udziałem Adama Małysza.) Zakłada się, że istnieje jakże pożądana grupa kibiców-inteligentów, którzy chętniej chodziliby na mecze, gdyby nie bandziory zasiadające obecnie na stadionie. Eliminując tę zbieraninę, otwieramy bramy dla kibica klasy średniej, który tylko czeka aż uporządkujemy dla niego trybuny. Jest w tym myśleniu tyleż naiwności marzyciela, co krótkowzrocznej głupoty. Przecież 20 tysięcy bandziorów zasiadających obecnie na stadionie Lecha pozbawionych szansy pójścia na mecz, będzie musiało sobie znaleźć inną rozrywkę.

Redaktorzy Gazety Wyborczej nie zastanawiają się, co się dzieje z kibicem wychodzącym ze stadionu. Wydaje im się, że popada w stan międzymeczowej hibernacji. Znika. Kończy się wraz z końcem meczu. Nie stanowi części społeczeństwa, nie dokłada się do bogactwa kraju, regionu czy miasta. Nie płaci podatków, nie pracuje, nie uczy się, nie dba o rodzinę czy otoczenie. Nie jest lekarzem, urzędnikiem, studentem, robotnikiem czy kasjerem. Kibol to odrębna kategoria wynaturzonych ludzi gorszych, niepełnoprawnych obywateli. Takich, o których można powiedzieć wszystko i których przez sam fakt uczestnictwa w kolorowym zgromadzeniu uważa się za podejrzanych. Z kibolami nie można rozmawiać czy współpracować. Należy okazać im brak szacunku i tępić. Zanim założą szal i przekroczą bramę stadionu mogą być kim chcą. Potem są już nikim. Tak oto traktujemy się wzajemnie. Ale jeśli kibolstwo objawia się w momencie wejścia na trybuny, jaką mamy pewność, że zapędzając na stadion widza klasy średniej nie tworzymy sobie nowej kategorii chuligana klasy średniej. Wystarczy zainteresować się nieco psychologią by nabrać wątpliwości.

Nie do nas należy wyręczanie władzy sądowniczej w orzekaniu na podstawie własnego urojenia kto jest bandytą, a kto nie. Możemy wyrażać się z pogardą o kibolach, ale świadczy to przede wszystkim o naszej własnej niedojrzałości i braku wyrozumiałości. Kibic, kibol, czy szalikowiec to przede wszystkim człowiek. W cywilizowanym społeczeństwie powinniśmy rozumieć, że każdy cel można osiągnąć współpracując z drugim człowiekiem, okazując mu szacunek i zrozumienie. Ostracyzm i alienacja są ostatecznością i nie dają najlepszego świadectwa naszym zdolnościom negocjacyjnym. Tam, gdzie dochodzi do wykluczenia mamy do czynienia ze słabością społeczeństwa, które zamiast rozwiązać problem wolało zamieść go pod dywan. Taka właśnie słabość i niechęć do dialogu leży u podstaw konfliktu między kibicami Legii i jej Zarządem. Kult pracy organicznej przyświeca zaś Zarządowi Lecha i jego kibicom. Pisze się więc o dwóch modelach radzenia sobie z tzw. „problemem kibiców”. Jednym ma być polityka nakazywania i karania. Drugim polityka zaangażowania i współpracy. Rozumiem, że można się opowiadać za pierwszym z tych modeli. Ale to jeszcze nie znaczy, że należy zwalczać ten drugi, który chwilowo okazuje się lepszy i skuteczniejszy. Chyba, że wbrew deklaracjom wcale nie ma się na sercu dobra polskiej piłki.

Lech Poznań wyrósł ponad przeciętną. Piłkarze odnoszą sukcesy, kibice walą na stadion drzwiami i oknami, a specjaliści od marketingu i zarządzania nie mogą się nachwalić pracy Zarządu klubu. Wystarczył tydzień, by ten wizerunek został zachwiany. Pojawiły się zarzuty korupcyjne, które mam nadzieję zostaną jak najszybciej rozstrzygnięte w imię czystości i uczciwości. Rozstrzygnięte przez sąd, a nie przez media, które jak nieraz widzieliśmy chętnie mnożą zarzuty. Jednocześnie powiedziano wiele złego o samym klubie i oddanych mu ludziach. To ważny test. Stanąć w obronie Lecha to obowiązek każdego kibica. Stanąć w obronie kibiców Lecha to obowiązek każdego Wielkopolanina. Bo my wiemy, czym jest dla nas Kolejorz i wiemy, kim są jego kibice. To nie żadni bandyci. To jedni z nas. To my.

Przedruk w imieniu autora.
Autor: Artur Habant.

Czego chcą?

Kim jestem? Dlaczego jestem tym kim jestem? Kto miał na to wpływ? Długo by mówić, a na to potrzebaby sie ustawić na.. na rozmowę, długą. Moja prywatna konwersacja na ten temat trwa już bardzo długo. Nie zastanawiam się nad tym pierwszy raz. Taka prawda. Nie wiem co bym zrobił gdyby nie spotkał tych osób, które staneły mi na drodze. Co bym robił teraz, jakie miałbym podejście do siebie gdyby nie to co mnie spotkało przez te 19 lat. Gdybanie.. czasami lubię sobie pogdybać. Co by było gdyby.. nic na niby. Taka zabawa słowem, gra na przestrzeni wielu głosek naszego alfabetu. Albo inaczej. Gra na przestrzeni wielu myśli, które ogarniają moją głowę. Nie tylko głowę, ale i wszystko co wokół mnie. To co związane ze mną. Ale wracając to motywu przewodniego, tego co chciałem napisać, czy powiedzieć. Jakkolwiek można to nazwać staram się być sobą. Trudno dzisiaj być takim jakim chce się być. Zdaje sobie z tego sprawę, że 80% ludzi z ktorymi rozmawiam jest sztuczna. Mało kto jest autentyczny, bo fakt faktem trudno dziś być autentycznym. Choć tak bardzo się chce. Bo nas nie zaakceptują? Bo mamy inne poglądy? Bo co jeszcze? Bo ja nie jaram spliftów? Nie palę szlugów i nie piję co weekend? Mam to co mam dzięki swoim poglądom. Dzięki temu jestem właśnie sobą. Choć nie zawsze. Tak.. często ubieram maskę. Często za bardzo się przed ludźmi otwieram. Jestem bardzo emocjonalny, ale to dlatego, że nie umiem inaczej. Ale równie często swoje uczucia, myśli, to co czuje chowam głęboko i nikt nie zauważy tego. Zdarza się również, że chcę żeby ktoś to zauważył. Kiedy ktoś da mi w kość to staram się dać mu do zrozumienia, że to zabolało, że to nie jest miłe. A on jeszcze do mnie przyjdzie. Często jetem nie miły bezczelny, wulgarny, chamski. Po prostu zły. Niestety, krzywdzę przez to wiele bliskich mi osób, choć nie ma ich dużo. Ale krzywdzę. Przepraszam, nie chcę, nie chciałem i nie będę chciał, ale.. ale się zdarzyło. Przepraszam. Ale są osóby, którym chcę przejebać, dosrać. Są takie osoby, które na szacunek nie zasłużyły. I nie chodzi tu o poglądy, tylko o ich styl bycia, szacunek a raczej jego brak.. bo czy tak naprawdę szanują czy są obojętni? Dlaczego do k.n. wszyscy jesteśmy obojętni na ludzkie cierpienie? Dlaczego ja sam często wtedy kiedy mogę komuś pomóc i wiem o tym jestem pieprzonym egoistom? Dlaczego? Bo nikt nic mi nie zrobi? Rozliczę przecież siebie sam kiedyś. i dojdę do tego samego wniosku, do którego dochodzę dziś. Nie jestem zawsze dobry. To taka nasza Lednica. Daje siłę i wiarę w to, że da się być dobrym. Na ile starczy sił? Niestety na niedługo. Trzy razy próbowałem. Chciałem pomagać, być lepszym. Nie jestem. Nie ogarniam. Nie wiem co się dzieje. Jaki ja jestem? Jak odbierają mnie Ci którzy spotykają mnie i wymieniają poglądy? Jak odbierają mnie Ci, których mijam na ulicy? Kim jestem w ulicznej hierarchi poznańskiej koniunktury? Nikim. Bo jeszcze nie zasłużyłem na szacunek. A chciałem.. chcę zmienić Świat. Bo kiedy każdy z nas da coś z siebie będzie lepiej. Tylko nie dajemy. Bo? Bo inni nie dają.. I tak zamykamy się sami w sobie stając się egoistami. Właściwie to nimi już jesteśmy. Od pierwszego kontaktu ze Światem, z ludźmi nas otaczającymi. Róbmy to co chcemy robić i nie patrzmy na innych. My jesteśmy sobą i nikt nas nie zatrzyma. Nikt. Prawie nikt.

Następna strona »