Archiwum dla kwiecień, 2009

Zamach.

Mimo, że zazwyczaj słucham i również staram się słuchać rapu z podziemia jako, że tam odnajduję nie tylko inspirację, ale rzeczy których w rapie słucham – zdarza się tak jak i dziś kiedy płytą w mojej membranie jest taka, która ogarnia legalną scenę. Takich jest niewiele, ale zawsze warto spojrzeć na coś innego. Zamach. To jest Zamach na przeciętność. Już ten koncept na płytę to ten, który mi zdecydowanie się podoba – przeciętna polska rapscena, sprzeciw. Jest Mes. Ten Typ – to on.

Czytaj dalej ‘Zamach.’

Teraz.

Zaczyna się Zamach na przeciętność.

Ostatnie dwa dni mnie trochę zapętliły w moim własnym ja. Chcę trochę ogarnąć. Robię to. Spoooookojnie.

Moja e-kartko, czasami nawet tak zrobić to warto

Jestem tu kiedy nawet mnie tu nie ma wcale

Zawsze stale są jakieś, ale tylko łap mnie dalej.

Idę. Pjona.

Jeszcze.

Wiem, że to co piszę nie ma ani ładu, ani składu, ale to jest moje. Trzy przecinki – jedno zdanie.

Zanikając.

Między sobą. Szukam chwili kiedy będą mógł z nią usiąść i pogadać. Na spokojnie. Wszystko dzieje się na prętce. Z jednej strony pewne jest, że jest dynamika w tych specyfkiach, ale brakuje statywu. Mam chęc odpocząć, ale właściwie to tak odpoczywam. Opierdalam się wiecznie i tak jest fajne. Chcę i będą miał “luz na szelkach” – mam od kilku tygodni.

Wkurwiaj się jeśli coś Ci nie gra, nie pasuje. Your choice, choose. Tylko kto jest kto? nie bierz wszystkiego do siebie. Trochę optymizmu i krytyki w stosunku do siebie. Sory człek, pieprzę założenie. Nie ma czegoś takiego – to fszystko ma być spontaniczne, zajebiście fajne i ma grać na sampel pośród werbli i hihatów. Z nią, z tą. Z tymi, z którymi chcę – a z tymi, którymi nie chcę i tak będą musiał wspołtworzyć jakąś grupę. Ale moja ironia pozwoli mi trochę popanczować, nawet jeśli nie umiem rymować. Mogę być sobą. To mnie się podoba. Znikająć w dobrym nastawieniu, idę człeniu.

Struggle..

Kocham. Jestem o woski od tego dźwięku, którego wydobycie będzie dla mnie spełnieniem najskrytszych marzeń. Kiedy otwierasz pudełko z płytką, wkładasz ją do odtwarzacza i masz już do naciśnięcia tylko jedno – play. Spodziewasz się tych dźwięków czy nie. To zależy do tego, czy płyta odtworzona została po raz pierwszy czy ostatni. Przypuśćmy, że this is first play in your new cd on your the best of cd player. Junoł O.C.B. Hyh..

Tak więc.

Jest płyta, gra muzyka. Stop, stop. Zaczyna pierwsz dźwięk. Sampel. Stopa, melodia. Słyszysz. Morda uchachana. No jesteś u siebie w domu. Jesteś i każdy, kolejny dźwięk jest Twoją realizacją marzenia. Żyjesz. Kochasz dźwięki jak ja. Na nich płyniesz jak Micheal Phelps po złoty medal.

Nagrasz tę EP, nagrasz swój LP. Zaprosisz najlepszych gości, ziomków. Płyta będzie poezją w uszach, na słowach atramentu. To jest Twój zeszyt używanych myśli. Tych spisanych Twoimi przeżyciami oraz tymi, których odbiór poprzez wydarzenia dnia dzisiejszego owładnęły Twoją głowę.

Wchodzisz do studia i realizujesz założenia na bitach. Twoich – są żywe instrumenty, są samplowane woski z Twojej płytoteki. Zgram kiedyś tego Niemena, Manaam, The best of Jazz. Zgram i zrobisz to zuchu. Pamiętaj, w zyciu liczy się pasja i chęć podjęcia walki. Odnalezienie mobilizacji do zrobienia rzeczy, które są ważne – nie tylko tych na teraz, już, zaraz – tych na zaś także.

Pejoratywne EP. To druga opcja do zrealizowania. Gdyby nie moje lenistwo pewnie już mogłoby bujać na membranach. Ale nie będzie tak szybko. Po Performatywnej błazenadzie będzie pracował nad każdym detalem. Będzie to coś co chcę usłyszeć nie tylko w kwestii senstymantalnej, ale odnaleznienia swojej pierwszej dobrze zrobionej 15 minutowej EPy. Ona da mi radość. Ona będzie moją erratą na przyszłość.

Dziś.

Zapisanie tak jak trzeba.

Jak zawsze.

Jest choć nie ma.

Brak.

Ściema.

Życie.

Ono jest i to słyszy.

Boję się spojrzeć za siebie, bo zobaczyć kto to widzi. A fuja. Ważna jest koncepcja. Rodzaj narracji przez nas ogarniętej. Zrobię to zuchuuuu. Mam ten koncept, który wspomniał się sam dokładnie TU – linijkę wyżej. Jest troje spojrzeń. Każde ma swoje wrażenia. Kartka. Atrament. Ja. Zrobię to ot tak!

Tak w ramach pisania dla pisania, bez większego hoplitowania swoich myśli. Wiesz o czym mówię, jeśli nie to poznaj mnie. Jeśli nie, to pieprzyć Ciebie. I pamiętaj, nie powiedziałeś w twarz to nie powiedziałeś nic – skurwieluuu.

Jesterdej.

..momencie trzeba zwolnić. Załapać jakąś zawiechę jakby było się, powiedzmy no flegmatykiem. Stać się osoba apetyczną a zarazem odnajdującą wokół to co jest cenne. Trzeba nauczyć się widzieć, nawet jeśli my nie jesteśmy widziani. Trzeba złapać taką zamułę jak mój komputer, któery ostatnim czasem zachorował. I jak w wielu momentach nie potrafi tego ogarnąć, więc i ja również często nie potrafię. Tak jest było i będzie. Zapewne, choć gdy nie chcemy, choć lecz nawet ale stale nie chcemy. Staje się. Zrobić coś by poruszyć tłumy. Robić coś by być sobą, a jednocześnie pokazać coś od siebie.  Nie sprzedać się – jak nawet zwykła, przeciętna osoba, która się sprzedaje poprzez swój styl bycia. Jest inny, odmienny w stosunku do wszystkich wokoło – ale jestem sobą. I czuje się z tym dobrze.

Projekt Wyspy na celowniku.

Trzech typa z dwóch miast. Polacy. Raperzy, producenci.  I nic w tym dziwnego, a właściwie to już nie jest to dziwne – mieszkają w Anglii. Stąd prawodpodobnie tytuł akcji – Projekt Wyspy. Płyta to osiem wałków, z czego sześć i 2 rmx pierwszego na EPce – Golden Age.  Może jeszcze się cofnę wstecz – tytuł jak już w/w epki to 48West, no i ten “EP”.

Czytaj dalej ‘Projekt Wyspy na celowniku.’