Chemafi.

Ty – uwielbiam kiedy się tak pięknie śmiejesz

Ja – zgłębiam to jak Mendelejew

To pierwiastek szczęścia w świecie zasad kwaśnych i mętnych

Ludzie mają pecha w związkach to kwestia

Niepotrzebnych reakcji, dyskusja wypluta z tlenem

Co srebrem, co złotem – mowa czy milczenie

To złe wzory – ty sama wiesz, że nie wystarczy

Dotrzeć do jądra, żeby zbadać wnętrze

-

Dostaje mi się od humanisty, cedzisz, że masz ścisły umysł

Ale i tak dobrze wiem, że nie dbasz o cyfry i sumy

W sumie – różnice nieistotne, Ty tak zawstydzona

Obok nienagannej figury gra tak rzadki iloraz

Myślę o Was – gdzie jest granica tej funkcji

Bo liczę na coś więcej niż tylko wspólne rachunki

Wspólny kąt, chociaż logika wspólna linie kreśli

Chcę wpisać to szaleństwo w okrąg perspektyw

-

Czasem masz opory – też wolę unikać napięć

Natężenie stresu, kiedy codzienność za gardło łapie

W szarą masę wtopieni nie traćmy energii

diler Bóg dał 10G, żebyśmy stąpali po ziemi

Chcę żeby była tak piękna stała przede mną

Chociaż to ponoć kobieta jest jedno-zmienną

Bez reguł – bez kalkulacji, definicji

Jesteś kimś bliskim, nie tylko w sensie fizycznym

1 Odpowiedź do “Chemafi.”


  1. 1 marcinpe 6 wrzesień 2009 o 09:04

    kawałek ze style, nie ma co.


Dodaj komentarz