Nigdzie nie jest aż tak daleko, żeby nie dało się tam dojść o własnych siłach. Czasami jednak spotykasz przeszkody, których samotnie nie pokonasz.
Wczoraj udało się zorganizować Ivana i choć jestem zadowolony z całokształtu, to zastanawiam się co można było zrobić lepiej. Mam do siebie trochę pretensji o organizację i to, jak to wyglądało przez 24 godziny przez samym spotkaniem. Stres po wiadomości, że za chwilę będzie, a lokal jest pusty był dość przytłaczający.
To jednak kolejny etap, schód czy cokolwiek innego w mojej drodze na szczyt. Chciałbym kiedyś wejść, tam gdzie kiedyś byłem. Doceniłem. Wierzyłem? Chce wierzyć nadal.
Ostatnio stres dostępny jest w moim życiu bardzo często. Tu nie chodzi o hajs, dupy i sławę. Boje się, dlatego się stresuję. Zbyt wielu rzeczy. Muszę być twardy. Muszę nauczyć się nie okazywać uczuć i nad nimi panować. Tylko nie chcę być zgorzkniały i pełen znieczulicy. To chyba mi nie grozi. Jak sądzisz?
Nie zawsze byłem w porządku, ale czy to powód, żeby suma moich przewinień przypominała o sobie właśnie teraz? Co byś zrobił gdybyś ubrał moje jeansy? Nie mogę uciekać, zdejmować tych spodni, tylko założyć i nawet jeśli jest trudno mi w tej chwili, to dźwigać ciężar.
Moje sumienie nie jest lekkie, czuję ten ciężar.
Brakuje mi.
0 Odpowiedzi do “Stres pełen sumienia”