Zastanawiam się, co powinien zrobić. Nie piszę romantycznych wierszy, bo lukrowanie różem nie ma moim zdaniem najmniejszego sensu. Wolę wypić gorzką herbatę albo kawę i czuć jej wyrazisty smak.
Bisz rapuje, żebym “nie poddawał się”, pokazuje że “wszystko do nas wraca”, ale musimy pamiętać że “nie jest dobrze”.
Dojrzewam i zbieram różne zewnętrze bodźce, które w starciu z wewnętrznymi przemyśleniami są mieszane i z tego powstaje zbiór nieprzeciętnych, ale bardzo zawiłych przemyśleń, których wniosków nie chcę akceptować.
Jestem przewrażliwiony, albo w końcu obudziłem się i widzę to, co powinienem od dawna. Jestem betą w tym układzie. Muszę pamiętać, żeby zapomnieć. Poddać się po walce. Walczyć po przegranej?
Wychodzę na ring, mając w pamięci porażkę i przegrywam na starcie. Bo nie wierzę, ale czasami mam, czuję jakiś doping z zewnątrz, dajmy na to z trybun i staram się podjąć rękawicy. Zrobię jedną, dwie akcję i ponownie odchodzę w cień.
Jedni piszą, że trzeba walczyć, nie poddawać się. Ci sami mówili “you’ll never walk alone”. Kłamali, a teraz też to robią?
Chyba przegrałem nie tylko to o czym teraz marzę. Chciałbym się podnieść, pokazać, że jestem kimś lepszym, ale hmm… nie jest to łatwe. Dlatego, że wiem o tym, bo to jedyny sposób aby zaistnieć i zwrócić na siebie uwagę. Nic jednak na siłę, pod publiczkę. Whatever is nothing.
W końcu ja nie znam angielskiego, jestem niepotrzebny, przeszkadzam i powtarzam się. Oni nie kłamią, oni mówią szczerze. A ja?
0 Odpowiedzi do “Lepiej się poddać”