Cały czas się rozwijałem, miałem zdobyć Everest swoich marzeń, ale spadłem, zanim zdążyłem zajść do pierwszego schroniska. Albo nie pamiętam, byłem zbyt pijany wspomnieniami pełnymi bólu, proszków i innych środków oczyszczających moje sumienie i ego z dotychczasowych sytuacji. Fuck off – krzyczałem głośno do każdego, który chciał mi się przeciwstawić, pokazać, że nie mam racji.
Nikt nie wie, co czuje, lepiej niż ja. Ja wiem to zdecydowanie najlepiej, wiem wszystko. Dlatego żegnam się z Wami. Idę na kolejna przewózkę, gdzieś pomiędzy spierdalaj, a bądź zdrów. Ten czas mija i mi nadal bardzo przykro, coraz bardziej w sumie.
Mam pomysł na to, jak się ogarnąć? Nie mam. Kompletnie go poszukuję, koniecznie chciałbym poznać, ale on spalił się na panewce. Nie, nie, nie. Nie poddam się moim postanowieniom. Wyłączam telefon na pewne bodźce i sygnały.
Nie chcę się napić kolejki, zdobyć kolejnych doświadczeń pełnych bólu. Nie w tym życiu.
0 Odpowiedzi do “lipa, nie kwita”