Archiwum kategorii 'Azyl'

Dodaję nowy wpis.

Ostatnio zdarzyło się tyle, że sam nie potrafię się w tym wszystkim odnaleźć. Cały czas żyję w przekonaniu, że samo się zrobi. Mam nadzieję na to, że moje twarde stąpanie po ziemi da radę wszystko zrobić. Tylko tak nie jest – nie będzie tak – nie mam się, więc co łudzić, że wszystko samo się wyprostuję.

Kurwa, ogarnij się.

Koniec przerwy. Zaczynać wszystko od początku. Na wczorajsze spotkanie cieszyłem się mega. Nawet ona zgodziła się pójść z czego byłem zadowolony. I tak jak zbliżało się wyjście, tak coraz bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że odpoczynek się może nie udać, że znów nie zasłużyłem na niego. Dlaczego?

Wszystko zaczęło się rozsypywać jak domek z kart. Nie potrafiłem się ogarnąć, więc wymyśliłem pierwsze co mi na myśl przyszło i postanowiłem to zrobić. Wiedziałem, że mam obsuwy w harmonogramie. Prawie jak na stadionie z budową. Właśnie coś w ten deseń.

Dobra z tymi obsuwami zrobiłem tak jak miałem wcześniej – niestety z 30 minutowy poślizgiem, który wkurwił wszystkich. Mnie też, ale o ile ja na to zasłużyłem tak inni niekoniecznie. Spotkałem ją. Była ślicznie ubrana, miała na sobie te fajne czarne spodnie i ładny makijaż na twarzy. Podobało mi się wszystko prócz jej miny. Wiedziałem, że jest zła – wiedziałem to od czasu telefonu, który wykonałem. Niestety..

- – - -

Nie umiem sobie poradzić sam ze sobą. Nie potrafię zapanować nad emocjami, które mną targają w tę i z powrotem, coś jak follow up do Hobbita. Dobrze pamiętam tak?

Chciałem obudzić się i naprawić wszystko od nowa. Tylko tak się nie da. Przed wszystkimi ukrywam to, że nie daję sobie rady, że jestem na skraju wyczerpania. Broniłem się jak mogłem, ale czasami we mnie bucha – jak dzisiaj w piecu. Jakieś wszystkie gazy wymieszają się i powodują coś, co w chwili zmienia wszystko w ich otoczeniu. Tak jest ze mną. Jedno pieprzone złe posunięcie – zły wybór zmienia wszystko. A co jeśli ja w ostatnim czasie dokonuje zły wybór na złym wyborze? Nie ogarniam tego.

Chcę, aby nie było jej przykro. Chcę zrobić, coś – coś dobrego. Tak jak kiedyś potrafiłem. zabrać ją w miejsce, w którym nie była. Dzisiaj tego nie potrafię? Nie mogę utworzyć na jej twarzy uśmiechu? Cały czas zajmuję się mną, nie myśląc o niej. Ona o mnie cały czas. To jest.. to złe zdecydowanie.

(swoją drogą, przepraszam, także za jakość tego wpisu, masa błędów zapewne, a także, jak przed chwilą inwersja zupełnie niepotrzebna.)

Ona mi pomaga, a ja znów o sobie. Jesteś piękna, dziękuję Ci za wszystko.

A – piszę także na dowód. Od dzisiaj nie piję – jak Pysk – “Nie, dziękuję”. Bo i po co?

Mnie to nie pomaga. Raczej. Zaczynam się gubić jeszcze bardziej.

To był mój rachunek sumienia. Dzisiejszy.

Dostałem dzisiaj zwrotę Jacy. Dobra szesnastka. Nagrana w studio, już profesjonalnie. Fajny bit i dobrze płynie. Cieszę się, chociaż z tego, że komuś się udaje realizować marzenia. Bo to marzenie prawda? Ciągły progres, nie zważając na wszystko. Na szczyt jak Tetris, własną drogą. Props Jacek.

bohaterem jest się, gdy za tobą stoją sojusznicy.

Taki mam opis na gadu. Celowy, zamierzony, ironicznie – skierowany ku mojemu adwokatowi.

Jeżeli to faktycznie był adwokat to zgoda – ale nie mój tylko diabła. Taki wymęczony follow up.

Mojej bohaterce dziękuję za jej taktykę :*

Umoralniając.

Dużo więcej niż mam. Przesadziłbym, gdyby mówił, że nie mam nic. Coś tam mam. Coś z czego mogę być “jako/tako” zadowolony. Tylko czasami, to nie to czego bym chciał. W końcu, dają rękę to całego człeka chcesz. Parę wosków, wiarę w Ciebie, wiarę w jutro chcę!

Nie mam tego. Jedyne co mam to moralne myśli nad moralnością tego Świata. Ona i tak nie istenieje. Żyję w świadomej próżni marzeń, że coś takiego istenieje. Nie ma tego.

Ostatnio ciągle w biegu. Robię, tylko nic z tego nie mam. Powiesz, że jestem materialistą. Tak zgoda – jestem. W chwili obecnej, kiedy potrzebuję floty. Jestem, pieprzonym materialistą. Napisałem kilka tekstów – za darmo, za nic. Z czystej przyjemności. Tylko czasami żałuję, że to tylko z czystej zajawki jest takie ot. Skillsy i flow. Świetnie – tylko czas, chęci – to nie wszystko. Z życia trzeba coś mieć. Chociaż tydzień.

Powiesz, że byłem cztery dni. Racja – byłem. I co? Nic. Było ok, fajnie, świetnie. Ale to nie wszystko. Bo trzeba trochę jeszcze floty. Pojechać tam gdzie chce, z tym kim chce – bo tak sobie założyłem. Moja jebana moralność i sumienność w robieniu z igły widły sprawiła, że nie mam z tego nic. Czeka mnie i tak wrzesień. Pracy nie ma – zjebałeś synu, oj zjebałeś.

Rozkminić?

Mam rozkminić o życiu? Mam powiedzieć o policji? Czy o otaczającej całą wszechwiedzę rzeczywistości, która wyrosła sposród wyimaginowanego tworzywa?

Nie ma lekko, to nie twarożek, który możesz kupić w sklepie. Najlepiej, jakbyś kupił trzy. Zapominasz o tym. Kupujesz jeden. Twarde jak zasady w MMA. Trudny jak wysłanie SMSa. To Twoja główna rola w filmie – szukasz prezesa.

Jedyne słowo, które znam to Ty. Ty jesteśmy tym, który nie jest mną. Masz nade mną tę przewagę, że możesz mnie subiektywnie ocenić z perspektywy, z jakieś odległości ułatwiającej trzeźwą ocenę sytuacji. Jeśli to potrafisz – big props.

Kolejne dwa wersy w edytorze tekstu, pewnie zmienią się w cztery w przeglądarce, która pozwala Tobie czytać te słowa. Tak samo jak plany, które zawsze przejdą jakąś ewolucję. Pamiętaj, jednak, że wczorajsze marzenia to dzisiejsze plany.

Mogę być awrukiem. Mogę nic nie mówić, tylko czasami rzeczywistość mi zarzuci brak orientacji w terenie. Ornamentalizm? Nie wiem, co, gdzie, jak, i kiedy. Mój stosnek? Trzeźwy szesnaście kroków do prawdy.

Dlaczego rzeczywistość trwa 24 godziny? Nie dlatego, że kasta piwa może pomieścić tyle sztuk. Dlatego, że płyta winylowa ma 12 cali. Jedna strona ma dwunastkę, a całe LP to już 24. Szkoda, że nie zmieści się na niej tyle tracków. Każdy na inną, kolejną godzinę. Płyta na dzień. W sumie to byłoby niezłe. Tylko, że nawet dzisiaj na płytę CD nie wejdą 24 utwory muzyczne – a szkoda. Skomercalizowali mi czas.

Ostatnia rozkmina dzisiejszej wszechiwiedzy – godzina 00:00. Ta wyżej miała więcej niż 2 wersy – pora kończyć!

Bigga!

Wpis # bez numeru.

Czasami chciałbym chwilę spokoju. Znaleźć się w sytuacji, która sprawi, że będę mógł odpocząć. Tak naprawdę, a nie na moment. Odpowiedni moment mnie w tej chwili nie interesuje. Kilka dni za miastem. W spokoju i ciszy – bez pośpiechu. Mam jeszcze jedną prośbę, żeby doba miała choć 36 godzin, a 12 z nich można było przespać.

Zobacz hołd?

Pamiętne czasy rapu z kaset. Później okres, gdy każdy nowy klip w tv cieszył mordę. Tramwajowa lista, Rap Kanciapa. Też to oglądałeś/łaś? No właśnie ja też! W środę lista leciała. Co tydzień większośc tych samych polskich rapów. A dziś?

Czytaj dalej ‘Zobacz hołd?’

Teraz.

Zaczyna się Zamach na przeciętność.

Ostatnie dwa dni mnie trochę zapętliły w moim własnym ja. Chcę trochę ogarnąć. Robię to. Spoooookojnie.

Moja e-kartko, czasami nawet tak zrobić to warto

Jestem tu kiedy nawet mnie tu nie ma wcale

Zawsze stale są jakieś, ale tylko łap mnie dalej.

Idę. Pjona.

Dziś.

Zapisanie tak jak trzeba.

Jak zawsze.

Jest choć nie ma.

Brak.

Ściema.

Życie.

Ono jest i to słyszy.

Boję się spojrzeć za siebie, bo zobaczyć kto to widzi. A fuja. Ważna jest koncepcja. Rodzaj narracji przez nas ogarniętej. Zrobię to zuchuuuu. Mam ten koncept, który wspomniał się sam dokładnie TU – linijkę wyżej. Jest troje spojrzeń. Każde ma swoje wrażenia. Kartka. Atrament. Ja. Zrobię to ot tak!

Tak w ramach pisania dla pisania, bez większego hoplitowania swoich myśli. Wiesz o czym mówię, jeśli nie to poznaj mnie. Jeśli nie, to pieprzyć Ciebie. I pamiętaj, nie powiedziałeś w twarz to nie powiedziałeś nic – skurwieluuu.

Jesterdej.

..momencie trzeba zwolnić. Załapać jakąś zawiechę jakby było się, powiedzmy no flegmatykiem. Stać się osoba apetyczną a zarazem odnajdującą wokół to co jest cenne. Trzeba nauczyć się widzieć, nawet jeśli my nie jesteśmy widziani. Trzeba złapać taką zamułę jak mój komputer, któery ostatnim czasem zachorował. I jak w wielu momentach nie potrafi tego ogarnąć, więc i ja również często nie potrafię. Tak jest było i będzie. Zapewne, choć gdy nie chcemy, choć lecz nawet ale stale nie chcemy. Staje się. Zrobić coś by poruszyć tłumy. Robić coś by być sobą, a jednocześnie pokazać coś od siebie.  Nie sprzedać się – jak nawet zwykła, przeciętna osoba, która się sprzedaje poprzez swój styl bycia. Jest inny, odmienny w stosunku do wszystkich wokoło – ale jestem sobą. I czuje się z tym dobrze.

Rezygnujesz?

Nie rezygnuj z marzeń. To najgorsze co możesz zrobić. Nawet jeśli zapomnisz jakie to marzenie, bo zwątpiłeś w Jego powodzenie nie rezygnuj. To najgorsze co możesz zrobić. Ja wiem. Ty wiesz. Znasz sytuację. Czujesz ją. Ale subiektywizm jest takie, że nawet sobie nie zdajesz sprawy jak bardzo subiektywne. Rajt. Ono jest jak O. O. jest Twoje jeśli tylko tego będziesz chciał. Słuchaj bracie jesteś w tym temacie. W jego epicentrum i tylko od Ciebie zależy jak akcja się zakończy. Czy powodzenie jest realne, czy to tylko złudzenie. Zakładam, że wątpisz. Właściwie to wiem – Ty juz zwątpiłeś. I źle. Wybór jest zły. To Ty powinieneś walczyć, jeśli to faktycznie to Twoje marzenie, które chce zrealizować. Chcesz być sobą w tej grze? To bądź. Na swojej szachownicy to Ty jesteś Boby Fisher i to Ty jesteś arcymistrzem. Masz 64 pola, jak 64 rozwiązania. Może inaczej. W Twoim wypadku masz dwa kolory. Biały i ciemy/Jasny i szary. Jasny to walka – pozytywne rozwiązanie. Czarny, czarny.. jest rezygnacją. Powiem tak. Królowa rywala siedzi na jasnym polu – jak chcesz ją zlikwidować?

No jak?

Wiesz?

Proste.

Atakujesz. Walczysz. Chcesz.

Ja wiem, Ty wiesz.

Tak powiesz, że chujnia. Nie ma marzeń. Cofnij się kilka wpisów wstecz. Marzenia są ulotne – zgubne. Nie prawda. Marzenie niezrealizowane takie właśnie są. Jeżeli będzie je chciał w soj świat, życie wtłoczyć to się uda. Zrób to jak kolejną pętle na kolejnym wersie. Zrobisz to tak jak będziesz chciał. Ja nic nie sugeruje. Ale wiesz, co ja myślę na ten temat. Są “Granice” i “Nie pytaj o nią..” – ale wiesz skąd się to wzieło? Z braku rezygnacji – z jego unieszkodliwienia. Więc zrób to.

Wierzę w Ciebie. Liczę. Trzymam kciuki.

Na loopie…?

Bierzesz wosk. Delikatnie wyciągasz z pudełka i kładziesz na odpowiednio przygotowanym adapterze. Membrany głośników są gotowe do odtwarzania płyty. Położyłeś ją. Płyta już leży na platformie. Pora na igłę. Wybrałeś tę najlepszą, wyjątkową. W końcu i okazja jest wyborna. Niewielki nacisk na płytę, znikome uszkodzenia krawędzi płyty. Jest świetnie. Ramię leży już na winylu. Wybrane zostały wielkości płyty, głośność odtwarzania – nacisnąłeś start. Poszła. Zaczyna się delikatnie kręcić i wydobywać dźwięki. Nuty jak po kartce świetnie zaprogramowane w tej pełni, w tej głębi muzyki docierają do uszu wszystkich otaczających Ciebie. Oni to słyszą. Ty to słyszysz. Wszystko działa. Czytaj dalej ‘Na loopie…?’

Co Ty tu robisz?

Jak tu trafiłeś? Jak się już tu znalazłeś to przystopuj w tej szybkiej grze, choć na chwilę i ogarnij kilka trudnych przemielonych zyciowo myśli, które właściwie nie mają ze współczesnym światem (jeżeli można to nim nazwać) wspólnego. Ten kawałek. Dydykowany. Jest. Proszę. Cię. Ogarnij. Fragment tej zdaniowej konstrukcji jest sobą w swojej nieosobistej wrażliwości połączonej z moją nadmierną próbą ogarnięcia siebie wokół mojego ego ja, ej własnie tak. Wiesz o czym mówię? Jeśli nie, to mnie nie poznasz całkowicie tak jak ja staram się poznać siebie. Wiesz o co chodzi? Jimi mówi sejła? Taaak właśnie to się dzieje, dzień w dzień na Twoich oczach. To ironia? Śmiech jest zgubny. Wiesz to, ja to wiem. A Ty? Odpowiedz mi na to pytanie jeśli śmiałeś tu wejść i czytasz te słowa, w co szczerze mówiąc wątpie. Wiesz? Ja to czuję. Tak będzie. Wchodzisz, sprawdzasz, że to nie to czego szukałeś i tylko moje tagowanie nabija wejścia na tę witryne internetową popularnie zwaną dziennikiem, pamiętnikiem tudzież blogiem, choć tak naprawdę nie mają z tym nic wspólnego, ponieważ nie zwierzam się tu Tobie z moich osobistych spraw. Nie powiem, że mam to i to, bo Ciebie to nie zainteresuje. Dlatego traktuje to miejsce tak jak traktuje – jest upustem moich myśli wystukanych za pomocą klawaitury wbudowanej w mojego laptopa. Moją codziennością są myśli przekonwertowane na ruchy ręki rzucającej ostatnimi siłami strzały w kierunku wybranych przez moją podświadomość przycisków, odpowaidających odpowiednim literom klawiatury. Litery te wręcz automatycznie pojawiają się na moim ekranie. Po prawej stronie widzę przycisk, który pozwala mi opublikować to co napisałem. I właśnie zaraz oderwę ostatni raz rękę od klawisza i kliknę w owe “Opublikuj”, a po chwili będzie mógł już to przeczytać. Tak, więc. Ej łap!

Askładniowo.

Dawno nic tu nie ogarniałem. Łik, hłik się skończył. Ale ja ogólnie mam na wszystko wyjebane do tego stopnia, że nie ważne czy łik czy niełik. Noo nie poznaje trochę tego typa jeszcze sprzed kilku miesięcy. Czas pod wpływem chwili daje mi to czego nie mam. A psik, mig pik. Nie wiem. To taka otoczka, bo jednak mimo wszystko odczuwam jakiś takiś niepokój. To wszystko gra, której nie ma a jednak jest. Napisałem dzisiaj kilka wersów w telefonie i oczywiście ich tam nie ma. A mnie weszło na perfidne podwójne. Byłoby do poprawki, ale na pewno zmysłowy koncept by wyszedł. Przez ostatni czas zrobiłem kilka razy płytkę Joneszów. Jest mega. Świetna. Podoba mi się. Skatowana wzdłuż i wszerz. Znów o muzyce. Ja o niej zawsze wszędzie tak jest było i będzie. Non tul. Mam takie wstawki w pisaniu, że no właśnie. Widzisz je teraz. Ej yo! Hyh. Tak ogólnie piszę sobie na lajcie, co mi w bani siedzi, a że nie siedzi Nikt i nic (prawie jak Molesta) to piszę bez sęsu, składni i czegokolwiek jeszcze można by sobie wymarzyć. Czytaj dalej ‘Askładniowo.’

..

Trzymam kciuki za nie ogarniętą sprawę. To się da zrobić.

Pamiętliwe..

A Pamiętasz? Tak jak Łona pamiętam, nie jedną chwilę z mojego zycia. Arbak stworzył swój manifest kontra rapowy, choć sam robi rap. I dobry wyszedł ten manifest. Podpisuję się pod nim prawię w całości. Też uważam, że rapo potrzebuje ratunku i zbliża się ku zawałowi serca. No coś w ten deseń, ej yo! A ja jestem sobie tu w tej chwili i czekam na podwaliny bez rozkminy. Pfa ej. Znaczy się ja wiem, że Ty wiesz, że ja chce kiedy Ty nie. Pilnuj tego dlatego, że nie wiesz kiedy zastaniesz mnie naprzeciw siebie i wtedy nie będzie zmiłuj. Jestem miły, sympatyczny, kochany. Wspaniały sam dla siebie w swoistej swoistości. Dlatego jestem sobą. Bo robię to co mi sie podoba, to co uważam za stosowne. Nie musi się Tobie podobać moja opinia na wiele tematów, przypuszczam zresztą, że tak będzie.

Dobra, zawijam ogarniać zmęczonego komputera bo chyba zachorował mi. Shit!

Spektakl..

.. zaczyna się każdego kolelnego dnia. Pfu..!  Stop. Od nowa. Jeszcze raz.

Dzisiaj znów wstałem i było fajnie. Nawet nie zaspałem. Źle. Wstaje i idę. Wsiadam i widzę. Spektakl się zaczyna. Każdy z nas gra po mistrzowsku swoją rolę. Zaczyna od monologu. Dzień dobry. Siema. Elo. Ema. I czego tam jeszcze dusza nie wymyśli łącznie z wszystkiemi heja, ejo i nie wiem co jeszcze. Świat boli. Wkłada mi w płuca igiełki niszcząc każdego dnia moją autentyczność, której nie mam. No za chuja nie ma. Zniknęła, rozpłyneła się już dawno. Podczas pisania tej historii, która została zapomniana podczas pisania przyszłości. Planowanie to zadanie niesłychanie skomplikowane jak ćpanie, ruchanie i chuj wie co jeszcze. Wiatr wieje mi w oczy kiedy staje się tą laleczkę vooodooo.. Czuje się nią. Słyszę kiedy ktoś coś o mnie mówi, kiedy coś mu się nie podoba. Kurwa! W twarz mówić w twarz! Udaję, że tego nie słyszałem a tak naprawdę to boli. Skurwysyńsko. Czuje się niepotrzebny. Często. Dlatego wszystko co robię, robię dla siebie. Kuźwa. Jestem pierdolonym egoistą. Jak zawsze. A chciałbym pomagać. Ogaraniasz? EP. Ogarniam EP. Będzie co wszędzie jest skończone jak życie – pierdolone. A co! Jestem sobą nawet kiedy gram i manipuluję, bo wtedy czuję władzę. A gdzie w tym wszystkim ta autentyczność? Jej już nie ma. życie to spektakl, który rozgrywa się każdego dnia na nowo – choć znów tak samo.

A i wkładki też nie mam. Shit! Uf-50 albo uf-70. Do poczciwego WG 902 Artura – Unitry znaczy się. Szukajcie a znajdziecie. Nie znalazłem. Do sprawdzenia jeszcze jeden sklep jest. Jutro wbije na okienku do niego.

Od 8smej do 19. Gówno! Pjona!

Mówiłaś..

“Mówiłaś mi, że mam się zmienić
Lecz jak to zrobić, gdy od lat sami jesteśmy w sobie uwięzieni
Komu mam wierzyć, co nazwać zaufaniem?
Czym jest honor, szacunek, duma, prawda ponad prawem?
Nasza wieża Babel, problemów Himalaje
Hipokryzja, co nam żyć bez systemu nie daje
Witaj w teatrze lalek, elita w pierwszych rzędach
Choć wiedzę to my mamy, ale w cudzych rękach”

Teraz ja pisząć mówię. Mówię, że prawdziwym wyrazem naszych uczuć i mowy jest nasze zachowanie. Słowa są tylko przekazem, ale prawdziwą wartośc odkryjemy, przedstawimy za pomocą gestów.

Pisząc..

.. o tym co nie napisane staje się swoim planem na kolejny dzień. Słyszę sampel za samplem. Jaram się. Tak. Ziomek mnie zanspirował. Odkurzyłem swój zasłużony gramofon i chcę słuchać muzyki z wosku. Ojjj taak! Jest mega dobrze. Pięknie to wygląda. Tylko muszę ogarnąć wkładkę do gramofonu. Gdzie ja coś takiego znajdę. Jest późno. Retoryka i erystyka w mojej głowie. Jest tekst. Ale.. bo ja wiem. Tajm koming tu mi. Idę. Cześć. A i na koniec. Pozdrowienia dla ziomka, yo! Pjona!

Bym emyc.

Junoł, det ajnoł. Łocap?

Nie pisałem już dawno nic co miałoby jakikolwiek sens. Tak więc wypadałoby cokolwiek napisać. To pisze. Jest nowy bit od Jacy. Właśnie dostałem. Ściągam. Poza tym piątek. Kolejny marny piątek. Czekam aż się zrobi ciepło to będzie lepiej się myślało i w ogóle. Tak na poważnie to nie ogarniam kilku rzeczy. W sumie to powinienem przestać się tym przejomać, ale tak jakoś mi po głowie chodzi. Bo jak to jest? Jest kumpel, który jest bo jest i jak nie ma potrzeby to już go nie ma. Tak się pojebało. Zero kontaktu. W ogóle dziwnie. Ale tak to jest. Ta przelotna znajomośc się teraz prezentuje w świetny sposób. A tak w ogóle to nie wiem. Dobra idę gierzyć, włącze sobie dziś Grand Agenta. Sprawdzę bity O.S.T.R.ego i poczekam na O.C.B. Jeszcze 7 dni.

Ogarnij swoje niepowedzenia, zrób coś. Bez zbędnego pierdolenia.

Sam siedzę tu.. (i jest mi źle)

.. i nic. Siedzę. Chwila spokoju. Od trzech dni w końcu chwila spokoju. Kiedy mogę usiąść i.. usiąść. Ciągle w jakimś pieprzonym biegu. Jak to zwykłem mowić – nie ogarniam. Słucham ciągle jakiegoś pieprzonego jęczenia jak to źle i jak to nie daje rady. Dobrze jak najbardziej rozumiem, ale ja? A ja to co? Nie daje rady? Wiem powinienem pomagać, ale to jest jakiś wolonatariat chyba?! Może zabrzmię trochę bezczelnie albo arogancko, ale naprawdę kuźwa nie daje rady. Fizycznie, psychicznie… humorystycznie. Jak zwał tak zwał. Nie mam swojej enklawy, azyl. Wszystko jest tak daleko, że nawet tego nie widzę. Wszystko lepsze tylko nie to! Ale zgoda. Trzeba pomagać, własnie! Trzeba.. i robię to od trzech dni. Wiecznie gonię, ścigam robię to co mogę, a jedyną chwilą spokoju był kurs Miłostowo-Górczyn na odreagowanie tramwajem numer 8. Pierdolone 35 minut kiedy to ja oglądałem ludzi ganiających. Wtedy siedziałem. Tylko tak się wysiliłem, aż do tego stopnia. I to wszystko. Wysiadłem wracając jednocześnie to pierdolonej rzeczywistości, ktora w tym momencie tak cholernie mnie wkurwia!  Taaa… co ja mam robić kiedy tak mam robienia dosyć. Położę się wstać i znów to samo. Muszę uciec od tego, bo jeszcze trochę i pozostanie wspomnienie po mnie. Zresztą już teraz jestem tykającą bombą, która tylko czeka na rozpoczęcie odliczania, a to w każdej chwili może nastąpić. Nie żartuję. Jest źle, ciężko, nie ogarniam, ale kurwa co tam. Muszę przetrwać. Jak na jakiejś pierdolonej wyspie. Właśnie tak się czuj. Jedyny kontakt ze światem to telefon i internet. Ale co to za kontakt? Żadnego dotyku, słowa wypowiedzianego twarz w twarz… Nic! dobra kończę, bo nawet to mnie wkurwia. Cześć!

Następna strona »