Archiwum kategorii 'Moje'

TPWC.

Tak Pono wpierdala czasowniki.

albo:

nie wiem co.

Takich płyt nie powinno wydawać się pod banerem rapu. Żałuje, że ściągnąłem. Pono, stojący, z Sokołem, rzekomo, po prawicy kultury hip-hop, broniąc jej przed słabymi płytami – nie ukrywajmy się – skurwili się już przed pierwszym TPWC. To jednak jest szczyt – straszny szajs. Pono rymujący czasowniki to kwintesencja rapu – nie obrażając Mezo jest od nich – także tego “nowego” Sokoła – dużo lepszy. Tekstowo, ale i technicznie przede wszystkim kilka poziomów ponad. Przypięta mu metka “Aniele” za nim podąża cały czas. Różnica polega na tym, że potrafi nagrać dobre rapowe tracki, ale i przyznać, że robi płytę popową – nie ukrywa, że nagrywa płyty w różnych stylach. Panowie z TPWC stoją twardą – robią rap – który rapem już dawno nie jest. Żal niektórych bitów, które mogłyby trafić w lepsze ręce. A auto-tune jest kwintesencją całej płyty.

Nie dziwie się, że puścili do neta. Dziwiłbym się gdyby ktoś to kupił. Naprawdę. Niech te dwie osoby za rap już się nie zabierają. ‘09 to nie ‘98. Dzisiaj rap to nie “Skandal”, nie ujmując tej płycie oczywiście.

Dodaję nowy wpis.

Ostatnio zdarzyło się tyle, że sam nie potrafię się w tym wszystkim odnaleźć. Cały czas żyję w przekonaniu, że samo się zrobi. Mam nadzieję na to, że moje twarde stąpanie po ziemi da radę wszystko zrobić. Tylko tak nie jest – nie będzie tak – nie mam się, więc co łudzić, że wszystko samo się wyprostuję.

Kurwa, ogarnij się.

Koniec przerwy. Zaczynać wszystko od początku. Na wczorajsze spotkanie cieszyłem się mega. Nawet ona zgodziła się pójść z czego byłem zadowolony. I tak jak zbliżało się wyjście, tak coraz bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że odpoczynek się może nie udać, że znów nie zasłużyłem na niego. Dlaczego?

Wszystko zaczęło się rozsypywać jak domek z kart. Nie potrafiłem się ogarnąć, więc wymyśliłem pierwsze co mi na myśl przyszło i postanowiłem to zrobić. Wiedziałem, że mam obsuwy w harmonogramie. Prawie jak na stadionie z budową. Właśnie coś w ten deseń.

Dobra z tymi obsuwami zrobiłem tak jak miałem wcześniej – niestety z 30 minutowy poślizgiem, który wkurwił wszystkich. Mnie też, ale o ile ja na to zasłużyłem tak inni niekoniecznie. Spotkałem ją. Była ślicznie ubrana, miała na sobie te fajne czarne spodnie i ładny makijaż na twarzy. Podobało mi się wszystko prócz jej miny. Wiedziałem, że jest zła – wiedziałem to od czasu telefonu, który wykonałem. Niestety..

- – - -

Nie umiem sobie poradzić sam ze sobą. Nie potrafię zapanować nad emocjami, które mną targają w tę i z powrotem, coś jak follow up do Hobbita. Dobrze pamiętam tak?

Chciałem obudzić się i naprawić wszystko od nowa. Tylko tak się nie da. Przed wszystkimi ukrywam to, że nie daję sobie rady, że jestem na skraju wyczerpania. Broniłem się jak mogłem, ale czasami we mnie bucha – jak dzisiaj w piecu. Jakieś wszystkie gazy wymieszają się i powodują coś, co w chwili zmienia wszystko w ich otoczeniu. Tak jest ze mną. Jedno pieprzone złe posunięcie – zły wybór zmienia wszystko. A co jeśli ja w ostatnim czasie dokonuje zły wybór na złym wyborze? Nie ogarniam tego.

Chcę, aby nie było jej przykro. Chcę zrobić, coś – coś dobrego. Tak jak kiedyś potrafiłem. zabrać ją w miejsce, w którym nie była. Dzisiaj tego nie potrafię? Nie mogę utworzyć na jej twarzy uśmiechu? Cały czas zajmuję się mną, nie myśląc o niej. Ona o mnie cały czas. To jest.. to złe zdecydowanie.

(swoją drogą, przepraszam, także za jakość tego wpisu, masa błędów zapewne, a także, jak przed chwilą inwersja zupełnie niepotrzebna.)

Ona mi pomaga, a ja znów o sobie. Jesteś piękna, dziękuję Ci za wszystko.

A – piszę także na dowód. Od dzisiaj nie piję – jak Pysk – “Nie, dziękuję”. Bo i po co?

Mnie to nie pomaga. Raczej. Zaczynam się gubić jeszcze bardziej.

To był mój rachunek sumienia. Dzisiejszy.

Dostałem dzisiaj zwrotę Jacy. Dobra szesnastka. Nagrana w studio, już profesjonalnie. Fajny bit i dobrze płynie. Cieszę się, chociaż z tego, że komuś się udaje realizować marzenia. Bo to marzenie prawda? Ciągły progres, nie zważając na wszystko. Na szczyt jak Tetris, własną drogą. Props Jacek.

Warta i jej szalik.

W dobie, może nie tyle nieciekawej sytuacji w Lechu, co odległej gry podczas ligowych potyczek pojawiłem się dzisiaj na meczu Warty. Atmosfery rodem z Bułgarskiej się nie spodziewałem, ale przede wszystkim chciałem mile spędzić czas. Trochę emocji i adrenaliny nikomu nie zaszkodzi. Pozytywnych emocji oczywiście. Mecz zaczął się o 15, a na szczęście na godzinę przed jego rozpoczęciem przestało padać. Niestety nadal było wietrznie. W drugiej połowie wyszło słoneczko.

12123123123123123132

Czytaj dalej ‘Warta i jej szalik.’

Nowa 4ma.

Cały czas jej szukam. Wiedząc i zdając sobie sprawę, że czasami potrafię zrobić coś fajnego. Zakładam, że każdy ma coś takiego jak ja. Większość rzeczy, które robię się mnie nie podobają, ale znajdą się od czasu do czasu jakieś rodzynki. Mam napisane dwa teksty do Peryskopu, który jeszcze się nie ukazał. Poczekam do końca września, bo takie też był termin ostateczny wydania ostatniego numeru.

Decyzję już podjęto. Cykl kontynuowany nie będzie. Zajawka kilku osób minęła – bezpowrotnie. Szkoda, bo mnie się to podobało. Miałem więcej czytelników, niż tylko kilka osób dziennie. Bywa. Tak więc jak wyżej wspomniałem, jeżeli do 30 września (tj. wtorek) nie złożą numeru – wrzucę tutaj te teksty. Właściwie jeden, bo drugi się już zdezaktualizował. Choć w sumie – wrzucę jeden – już zaraz.

bohaterem jest się, gdy za tobą stoją sojusznicy.

Taki mam opis na gadu. Celowy, zamierzony, ironicznie – skierowany ku mojemu adwokatowi.

Jeżeli to faktycznie był adwokat to zgoda – ale nie mój tylko diabła. Taki wymęczony follow up.

Mojej bohaterce dziękuję za jej taktykę :*

Affaiaz.

Utwór tygodnia: Holdcut – God silence and vodka feat. Duże Pe

Wers tygodnia: Polej kolejkę za marne marzenia, za wszystko, co miało tu być, czego nie ma / Marcin na Holdcucie.

Pozytyw tygodnia:  Lewandowski na 0-4 z Koroną. Stadiony świata.

Wpadka tygodnia: Brak konsekwencji i nieodpowiedzialność.

Umoralniając.

Dużo więcej niż mam. Przesadziłbym, gdyby mówił, że nie mam nic. Coś tam mam. Coś z czego mogę być “jako/tako” zadowolony. Tylko czasami, to nie to czego bym chciał. W końcu, dają rękę to całego człeka chcesz. Parę wosków, wiarę w Ciebie, wiarę w jutro chcę!

Nie mam tego. Jedyne co mam to moralne myśli nad moralnością tego Świata. Ona i tak nie istenieje. Żyję w świadomej próżni marzeń, że coś takiego istenieje. Nie ma tego.

Ostatnio ciągle w biegu. Robię, tylko nic z tego nie mam. Powiesz, że jestem materialistą. Tak zgoda – jestem. W chwili obecnej, kiedy potrzebuję floty. Jestem, pieprzonym materialistą. Napisałem kilka tekstów – za darmo, za nic. Z czystej przyjemności. Tylko czasami żałuję, że to tylko z czystej zajawki jest takie ot. Skillsy i flow. Świetnie – tylko czas, chęci – to nie wszystko. Z życia trzeba coś mieć. Chociaż tydzień.

Powiesz, że byłem cztery dni. Racja – byłem. I co? Nic. Było ok, fajnie, świetnie. Ale to nie wszystko. Bo trzeba trochę jeszcze floty. Pojechać tam gdzie chce, z tym kim chce – bo tak sobie założyłem. Moja jebana moralność i sumienność w robieniu z igły widły sprawiła, że nie mam z tego nic. Czeka mnie i tak wrzesień. Pracy nie ma – zjebałeś synu, oj zjebałeś.

Rozkminić?

Mam rozkminić o życiu? Mam powiedzieć o policji? Czy o otaczającej całą wszechwiedzę rzeczywistości, która wyrosła sposród wyimaginowanego tworzywa?

Nie ma lekko, to nie twarożek, który możesz kupić w sklepie. Najlepiej, jakbyś kupił trzy. Zapominasz o tym. Kupujesz jeden. Twarde jak zasady w MMA. Trudny jak wysłanie SMSa. To Twoja główna rola w filmie – szukasz prezesa.

Jedyne słowo, które znam to Ty. Ty jesteśmy tym, który nie jest mną. Masz nade mną tę przewagę, że możesz mnie subiektywnie ocenić z perspektywy, z jakieś odległości ułatwiającej trzeźwą ocenę sytuacji. Jeśli to potrafisz – big props.

Kolejne dwa wersy w edytorze tekstu, pewnie zmienią się w cztery w przeglądarce, która pozwala Tobie czytać te słowa. Tak samo jak plany, które zawsze przejdą jakąś ewolucję. Pamiętaj, jednak, że wczorajsze marzenia to dzisiejsze plany.

Mogę być awrukiem. Mogę nic nie mówić, tylko czasami rzeczywistość mi zarzuci brak orientacji w terenie. Ornamentalizm? Nie wiem, co, gdzie, jak, i kiedy. Mój stosnek? Trzeźwy szesnaście kroków do prawdy.

Dlaczego rzeczywistość trwa 24 godziny? Nie dlatego, że kasta piwa może pomieścić tyle sztuk. Dlatego, że płyta winylowa ma 12 cali. Jedna strona ma dwunastkę, a całe LP to już 24. Szkoda, że nie zmieści się na niej tyle tracków. Każdy na inną, kolejną godzinę. Płyta na dzień. W sumie to byłoby niezłe. Tylko, że nawet dzisiaj na płytę CD nie wejdą 24 utwory muzyczne – a szkoda. Skomercalizowali mi czas.

Ostatnia rozkmina dzisiejszej wszechiwiedzy – godzina 00:00. Ta wyżej miała więcej niż 2 wersy – pora kończyć!

Bigga!

Dźwięk wieczorową porą..

Pozwolę sobie na cytat – z Berta – tak mnie naszło. Wczoraj była audycja, której możecie posłuchać, ściągając plik z bloga Mateja.

Mam marzenia chce je spełniać, co dzień. Ziomek
Chcę rzucać tym czego inni nie zdołali nawet podnieść
Być dobrym MC tego pewnie nie zdobędę (jesteś dobrym MC)
Na bank jest lepszy odemnie ktoś,
Gdzieś zagrać koncert przed własną publiką
Zresztą zagrać go w ogóle i by nie był okrzyknięty lipą
Nagrać legal! Na własnych warunkach kurwa!
Nagram legal to go nazwę “Burdel Na Kółkach”

56.62#wyprawa na Wronki!

Pierwszy w tym sezonie mecz u siebie we Wronkach :)

Czekam na młodą i jadymy, jadymy. Mam nadzieję, że postrzelają trochę prawie jak tydzien temu. Wątpię, ale nadzieje, że zobaczę w końcu jakąś bramkę na żywo. Jak pojechaliśmy do Grodziska to był akurat jedyny mecz, gdzie nie strzelalil. Co za pech! St. Gallen powtórki mam nadzieję nie będzie. I czekam na eski od Qcz czy będziemy rozstawieni :D

Fight, fight, fight! Bo jak niby inaczej!

Scena#1

Managerowa. Moja jedyna. Prawie jak hiphopolotowa. Nic takiego nie istenieje, jeśli chcesz żeby nie istaniało. Od wczoraj napisałem dwa manifesty. Pierwszy opisujący zdarzenie, ktore spowodowało, że postanowiłem się zarejestrować. Drugi – komenujący odbiór pierwszego. Strasznie chamskie-bezczelne-opryskliwe. Takie jak ja.

Do piątku muszę Perezowi/Żyłkowi przesłać tekst do nowego Peryskopu. Nie mogę zacząc pisać wcześniej niż w czwartek wieczorem po meczach Ligi Europejskiej. O czym będę pisał? hmmm…

Trudno rozwikłać tę zagadkę.

Informator pierwsza klasa!

Brak dostępu do Internetu, telewizja nie opłacona, jedynie radio zawieszone przez Qcza na butelce podczas relacji z meczu Lecha.

Jest jednak telefon i zawarta w nim funkcja sms, mimo zasięgu słabego działa fantastycznie. Genialne wprost relacje, którym żaden portal internetowy sprostać nie może. Wpierw streszczenie meczu Lecha, zawierające skład i taktykę poznańskiego Lecha. Następnie wyniki pierwszych spotkań ligowego wieczoru. I fenomenalna notka o kontuzjach, zdarzeniach ze światka piłkarskiego.

Dziękuję, że mimo byłaś ponad 150 km ode mnie to nadal byłaś ze mną. Rozmawialiśmy krótko – za co przepraszam, ale cały czas byłem myślami z Tobą. Kocham i cieszę się, że mam dziewczynę tak cudowną! Cudną i kochaną, ktorej kochać nie sposób!

Mam nadzieje, że moja wczorajasza relacja, choć trochę zrekompensowała Tobie poświęcenie, w ktorym pochłonełaś się do granic przez cztery dni. Dziękuję! :*

Moja wyjątkowa!

Wróciłem.

Poza tym, że momentami atmosfera mnie męczyła, było nieźle ;)

Poznałem kilka osób, których towarzystwo było na tyle fajne, że aż z nimi spałem :D Dwugodzinna gra w piłkę nie wykończyła mnie na tyle, jak stawało się to podczas poznańskich meczy, ale to może dlatego, że kondycję ćwiczyłem.

W ping-ponga zająłem trzecie miejsce i było nieźle, choć byłem pewien, że jako pierwszy pożegnam się z rozgrywkami. Miejscówka całkiem, całkiem. Jeszcze kiedyś może tam zagoszczę. Jeziorko też niczego sobie, domki ***. Droga zarówno w jedną jak i drugą stronę strasznie męcząca. Dardło bolało, ale już przeszło.

Akcji było na tyle dużo, że trudno wszystkie spamiętać. Warto było wziąć zeszyt i zapisywać wszystkie teksty. Na koniec spieprzyliśmy brudasowi, który ostatnią noc sam spał. Okazało sie jednak, że była to dobra decyzja. Już z rana zaczął ogarniać pokój i znalazł pięć krzeseł.

Podziękowania i ziba, seja i de rafa. Te szczególne. Tylko pierwszego znałem wcześniej, ale ogólnie chyba nie było źle co nie?

Gołuchów ‘09! Et ot!

Wpis # bez numeru.

Czasami chciałbym chwilę spokoju. Znaleźć się w sytuacji, która sprawi, że będę mógł odpocząć. Tak naprawdę, a nie na moment. Odpowiedni moment mnie w tej chwili nie interesuje. Kilka dni za miastem. W spokoju i ciszy – bez pośpiechu. Mam jeszcze jedną prośbę, żeby doba miała choć 36 godzin, a 12 z nich można było przespać.

Zobacz hołd?

Pamiętne czasy rapu z kaset. Później okres, gdy każdy nowy klip w tv cieszył mordę. Tramwajowa lista, Rap Kanciapa. Też to oglądałeś/łaś? No właśnie ja też! W środę lista leciała. Co tydzień większośc tych samych polskich rapów. A dziś?

Czytaj dalej ‘Zobacz hołd?’

Trzecia część?

Będzie, będzie inaczej niż zwykle. Bo zazwyczaj chwalę i mówię co warto sprawdzić. Dziś krytycznie.

Zapowiadana świetnie, fantastycznie, otoczka wokół płyty co prawda nie taka, jak tak którą stworzyła sobie Fabuła, ale także głośna. Specjalnie na 60 lecie Nowej Huty, ale nic specjalnego.

Czytaj dalej ‘Trzecia część?’

Offtopem.

Druga część Blue Nota kupiona. Miles Davis człowieku. Hiszpania przegrywa z Jankesami. Poetyka zaliczona. FM włączony.

Czytaj dalej ‘Offtopem.’

Twarze.

To mnie trochę zaskoczyło. Właściwie nie trochę, a nawet bardzo bardzo. Odszedł prezydent, który był prawdziwym poznaniakiem, kibicem piłki nożnej i Lecha. Wpływ jego na to, że w Poznaniu mamy Euro jest nieywały, ale on tego nie zobaczy. Szkoda..

Zasług dla miasta ma wiele, niewątpliwie bardzo dużo dla niego zrobił i choć często były spory z jego udziałem, ale to może dlatego, że stał bo złej stronie barykady. Zawsze chciał dobrze – dla wszystkich. Właściwie to młody facet – 51 lat. Niech spoczywa w pokoju. Requiescat in pace.

Dodaję nowy wpis.

Z chęci dodania. Mam swój styl, jestem swoim prywatnym stylistą, stylistykiem. Nie mam wielu rzeczy poukładanych tak jakbym tego sobie życzył. No nie ma lekko, ołrajt? Takie mam założenie, z którego wychodzę. I często chcę to zrobić, młodzieżowym slangiem mówiąć – ogarnąć, ale mi to nie wychodzi. Czasu brak, to jest właśnie tak. Chciałbym mieć jakiś koncept, na brak konceptu. Na chęć zrobienia, nie byle shitu, ale rzeczy, z której ukończenia będę zadowolony. Wymazuję z pamięci wszystkie negatywne wspomnienia, chcę pozytywnej energii. Potrzebuję jej, jest dobrze, choć czasami jest gorzej. Będzie tak jak chcę, żeby było. I coś czuję, że w stosunku do ostatnich kilku dni – zaczynam się wypalać. Nie chce mi się już. Bo i czasu brak. A odpocząć też chcę.

Willkomen

Otóż to, otóż tak, brat. Siostry nie ma poszła na spacer, tak czuję. Właściwie to wiem. Ty masz zielone oczy? Ja mam swoje, nie są sztuczne, nie są fałszywe. Tworzą Zamach na Przeciętność przez duże B. Dlaczego? Głosa B w stosunku do głoski P jest dźwięczna, jeśli dobrze uważałem na zajęciach i nic nie pomieszałem. A dźwięczna jest znacznie lepsza niż bezdźwięczna w końcu nic jej nie brakuje. A co!

Jestem sam ze sobą w swojej swoistości. To nie My, tylko to ja! Nie zapytaj mnie jak to, bo sam dobrze wiesz, że tak jak mówię. Rób rap i nie pierdol, niech nie będzie Ci wszystko jedno, bo rym do rymu to azymut wielu graczy. Dobra wpis jest, był,będzie. Czekaj sprawdzaj! Chill dziś!

Następna strona »