Ostatnio zdarzyło się tyle, że sam nie potrafię się w tym wszystkim odnaleźć. Cały czas żyję w przekonaniu, że samo się zrobi. Mam nadzieję na to, że moje twarde stąpanie po ziemi da radę wszystko zrobić. Tylko tak nie jest – nie będzie tak – nie mam się, więc co łudzić, że wszystko samo się wyprostuję.
Kurwa, ogarnij się.
Koniec przerwy. Zaczynać wszystko od początku. Na wczorajsze spotkanie cieszyłem się mega. Nawet ona zgodziła się pójść z czego byłem zadowolony. I tak jak zbliżało się wyjście, tak coraz bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że odpoczynek się może nie udać, że znów nie zasłużyłem na niego. Dlaczego?
Wszystko zaczęło się rozsypywać jak domek z kart. Nie potrafiłem się ogarnąć, więc wymyśliłem pierwsze co mi na myśl przyszło i postanowiłem to zrobić. Wiedziałem, że mam obsuwy w harmonogramie. Prawie jak na stadionie z budową. Właśnie coś w ten deseń.
Dobra z tymi obsuwami zrobiłem tak jak miałem wcześniej – niestety z 30 minutowy poślizgiem, który wkurwił wszystkich. Mnie też, ale o ile ja na to zasłużyłem tak inni niekoniecznie. Spotkałem ją. Była ślicznie ubrana, miała na sobie te fajne czarne spodnie i ładny makijaż na twarzy. Podobało mi się wszystko prócz jej miny. Wiedziałem, że jest zła – wiedziałem to od czasu telefonu, który wykonałem. Niestety..
- – - -
Nie umiem sobie poradzić sam ze sobą. Nie potrafię zapanować nad emocjami, które mną targają w tę i z powrotem, coś jak follow up do Hobbita. Dobrze pamiętam tak?
Chciałem obudzić się i naprawić wszystko od nowa. Tylko tak się nie da. Przed wszystkimi ukrywam to, że nie daję sobie rady, że jestem na skraju wyczerpania. Broniłem się jak mogłem, ale czasami we mnie bucha – jak dzisiaj w piecu. Jakieś wszystkie gazy wymieszają się i powodują coś, co w chwili zmienia wszystko w ich otoczeniu. Tak jest ze mną. Jedno pieprzone złe posunięcie – zły wybór zmienia wszystko. A co jeśli ja w ostatnim czasie dokonuje zły wybór na złym wyborze? Nie ogarniam tego.
Chcę, aby nie było jej przykro. Chcę zrobić, coś – coś dobrego. Tak jak kiedyś potrafiłem. zabrać ją w miejsce, w którym nie była. Dzisiaj tego nie potrafię? Nie mogę utworzyć na jej twarzy uśmiechu? Cały czas zajmuję się mną, nie myśląc o niej. Ona o mnie cały czas. To jest.. to złe zdecydowanie.
(swoją drogą, przepraszam, także za jakość tego wpisu, masa błędów zapewne, a także, jak przed chwilą inwersja zupełnie niepotrzebna.)
Ona mi pomaga, a ja znów o sobie. Jesteś piękna, dziękuję Ci za wszystko.
A – piszę także na dowód. Od dzisiaj nie piję – jak Pysk – “Nie, dziękuję”. Bo i po co?
Mnie to nie pomaga. Raczej. Zaczynam się gubić jeszcze bardziej.
To był mój rachunek sumienia. Dzisiejszy.
Dostałem dzisiaj zwrotę Jacy. Dobra szesnastka. Nagrana w studio, już profesjonalnie. Fajny bit i dobrze płynie. Cieszę się, chociaż z tego, że komuś się udaje realizować marzenia. Bo to marzenie prawda? Ciągły progres, nie zważając na wszystko. Na szczyt jak Tetris, własną drogą. Props Jacek.






Najnowsze komentarze